środa, 17 sierpnia 2016

Mydlę

czyli siedzę na blogu mydlarskim.



Kończę koc, ale opornie mi idzie. A wakacje lada moment się skończą....

środa, 25 maja 2016

Mydło w domu

Tak nazwałam blog poświęcony mydlarstwu - zawładnęło mną bardzo mocno, nie wiem, czy i kiedy ta pasja minie.



Chciałabym mydlarstwem zająć się możliwie poważnie. Mydła, które robię, można kupić. Ale można też zrobić samemu. Każde jest dokładnie opisane, tak sądzę. Ale jeśli nie, dopowiem, podam wszystkie informacje, które w danej chwili posiadam. Czekam na wszelkie uwagi :-)

Zapraszam!

Mydło w domu --> klik-klik

I żeby nie było. Ten blog trwa nadal. Kolejne prace powstają. To tylko ja, zamiast chodzić - biegam, bo czasu mało :-)

niedziela, 15 maja 2016

Stan surowy...

Niczym w budownictwie. Teraz wykończenie, pochować nitki i taki drobiażdżek - machnąć brzeg :-) Dam radę. Stan na dzisiaj 225 kwadratów o wymiarach 14 x 14 cm każdy.


Mało eleganckie zdjęcie, le wygląd koca też na razie mało elegancki.

czwartek, 5 maja 2016

Motyle


W kolorze jasnożółto-waniliowym. Użyty tłuszcz - 100%oliwa z oliwek.

                                 


W najszerszym miejscu 7 cm, wysokość 2 cm.

                                

piątek, 29 kwietnia 2016

Zrobiłam sobie mydło

O czym to ja bym chciała...? O mydle bym chciała.... sama jestem zdziwiona, że aż tak mnie wzięło. Bo wzięło. Zaczęło się niewinnie, przeczytałam o pewnej paście domowej roboty do czyszczenia sanitariatów, spodobało mi się, zaczęłam wędrować po internecie i nagle objawił mi się świat domowej chemii, w szczególności ręcznie wyrabianych mydeł. Z tym ręcznie, to przesadzam, bo to raczej w naczyniach różnych i z dala od skóry, ale w warunkach domowych. Oczywiście, miałam świadomość, że można, wiedziałam, że istnieją ludzie, którzy się tym zajmują, ba! z tego żyją. Ale, że to nie jest trudne, tego nie wiedziałam. Za to w drogeriach rzuciły mi się w oczy kostki mydła w cenie 24 złotych za sztukę - sporej wielkości, owszem, ale i tak cena znacząca. Nie uważam, że jest za wysoka, nic a nic, już to wiem. Składniki w pojedynczej kostce nie dają aż takiej ceny, ale wiedza, eksperymentowanie, pomysłowość, inwestowanie w domowy warsztat - to jest warte ceny.

Mydło możemy zrobić korzystając z jednej z metod - na gorąco lub na zimno. To znaczy, ja o takich dwóch się naczytałam i obie trenuję, metodę na zimno na razie bardziej. Jeśli jeszcze jakieś inne istnieją, nie znam. Zasada jest prosta, olej mieszamy z ługiem sodowym lub potasowym, możemy dorzucić jakieś dodatki, potem czekamy aż mydło się zmydli i używamy. W metodzie na zimno czekamy ok. 40 dni, na gorąco znacznie krócej - kilka dni. Na youtubie jest sporo filmików, wiele z nich obejrzałam, zanim ukręciłam moje pierwsze kostki. Jeśli ktoś bardzo mydlarstwem chce się zająć, to internet jest pełen informacji. Skoro ja dałam radę, to myślę, że każdy sobie poradzi ;-)

Prezentację moich mydełek rozpocznę od ostatniego, jeszcze w foremce. To na wierzchu, to suszone płatki róż.


I pokrojone.


Do zrobienia ługu, zamiast destylowanej wody, użyłam hydrolatu z suszonych płatków róż. Hydrolat to zdecydowanie szumna nazwa, użyłam kawiarki (tej klasycznej do zaparzania kawy) i zrobiłam coś w rodzaju naparu. Mydło różami nie pachnie, pachnie mydłem, ale ma delikatnie zielony kolor. Czemu zielony - nie wiem. Z samej oliwy z oliwek jest takie kremowo białe. Czy ta zieleń się utrzyma, też nie wiem, zobaczymy. Mydło rozpoczęło swoje leżakowanie, na razie ma pH ok 10. Po czterdziestu dniach powinno spaść do nieco powyżej 7. 

Wcześniejsze mydła, to czyste oliwkowe bez jakichkolwiek dodatków


                                      

czekoladowe (oliwa z oliwek, olej kokosowy, palmowy, ryżowy, tłuszcz zwierzęcy, barwnik - kakao)

                                        

drobne mydełka odżywcze, mydełka na bazie skrzypu do mycia głowy, i mydełka z pokrzywą, te ostatnie sfotografowałam. 

                                            

Teraz przymierzam się do zrobienia mydeł z maceratami z rumianku, mniszka lekarskiego i nagietka. Maceraty robię pierwszy raz w życiu, zdobywam doświadczenie. Jakoś tak się dzieje, że im jestem starsza tym mi bliżej do babki zielarki :-) 


poniedziałek, 28 marca 2016

Szydełkowy szał...

w mojej głowie się dzieje, robótkowo, na zewnątrz na szczęście spokój. 

Kończę pled, kończę, bo mam więcej niż połowę. Spokojna kolorystyka i irytująca włóczka. To Angora RAM, 60%  akryl/ moher 40%, kolory 320 i 512. Wyjątkowo nierówna. Na pled ok, może być, nigdy przenigdy na sweter czy choćby chustę.

Tak uroczo wyglądał początek


Docelowo zaplanowałam 225 kwadratów (szerokość i długość ponad 200 cm) i oczywiście brzeg (na razie mgliste plany), brakuje mi w tym momencie 80 szt. W koszyku już się nie mieści. Nitki pochowam później.


Oprócz pledu kombinuję z firanką. Nie pokazałam poprzedniej, sama nie wiem czemu, zwyczajnie zapomniałam, powiesiłam ją jeszcze przed Bożym Narodzeniem. Teraz nadrabiam tę zaległość.


Jest na tyle sztywna, że wystarczy po wypraniu ją powiesić, nie wymaga krochmalenia i naciągania. 

Teraz zamarzyła mi się taka długa i duża i raczej zwiewna. Myślę nad nią i robię próbki. Poniżej zdjęcie takiej próbki. Wzór musi być "dziurawy" i lekki. Muszę dorobić jeszcze kilka elementów, wtedy zdecyduję. Kordonek Pyramid, bawełna maceryzowana, 565m/100g.


Myślę też nad kolejnym pledem, postanowiłam, że nie będę mieć kupnych. Kolejny ma być mocno kolorowy. Zrobiłam próbkę, sześciokątne elementy, które chcę zamienić w prostokąty. Zamienię - pokażę. Nie zamienię, trudno :-)

Pozdrawiam Świątecznie!

sobota, 23 stycznia 2016

Szydełkowy pledzik - skończyłam :-)

I jestem baaaardzo zadowolona :-)
Wymiary ma słuszne, bo z powodzeniem zakrywa moją kanapę (ok. 200 cm x 155 cm).
Napracowałam się też nad brzegiem (9 okrążeń, w pierwszym ok. 1600 półsłupków, w każdym kolejnym nieco więcej)



Zdjęcie poniżej raczej fatalne, ale widać, że duży jest no i, że skończony :-)

 A tu nieco poskładany:


Tym razem dla własnej i Waszej wiedzy oszacowałam czas poświęcony na pracę.
Jeden kwadracik, to 15 minut.
Łączenie - dwa jednokolorowe za jednym zamachem i przylegające kolorowe - 15 minut.
Jedno okrążenie brzegu, ok.60 minut. No to mamy:
13 x 17 kwadracików x 15 minut = 55 godz 15 min
(111:2) x 15 minut = ok. 13 godz. 45 min
9 godz. - brzeg
Razem: 78 godzin i to z niedomiarem. Nie doliczam czasu poświęconego na wycinanie lub chowanie nitek.
Ale 78 godzin plus koszt włóczki (Greta, ok. 17 motków, każdy w cenie powyżej 10 zł, kolorowe droższe, część miałam w zapasach, część zamówiłam w Pasjoanterii) i już wiadomo dlaczego rękodzieło kosztuje. Mój pled/kocyk nie jest na sprzedaż. Te obliczenia mają tylko uświadomić laikom i mnie samej, dlaczego nie ma takich rzeczy w sprzedaży detalicznej w niskiej cenie. A jeśli otrzymujecie taką rzecz w prezencie, to jest ona w rzeczywistości wiele warta :-)

Kwadraciki zrobiłam korzystając z tego filmu na YT: filmik klik-klik

niedziela, 3 stycznia 2016

Szydełkowy pledzik

Podobno robota głupiego lubi....
Miałam panować nad moim życiem zawodowym, ani się obejrzałam jak ono zapanowała nade mną. I zaniedbałam dokumentowanie moich prac. Nadrobię to wszystko, bo choć niewiele, ale jednak coś powstało.

Święta miały w 100% składać się z odpoczynku i świętowania, pies sąsiadów nie uznał moich planów. Wpadł na naszą posesję i mocno pogryzł Kropka, Boże Narodzenie upłynęło nam częściowo w gabinecie weterynaryjnym, przygotowania zostały ograniczone do niezbędnego minimum ( w tym zakupy i końcowe porządki), opłaciło się, bo Kropek zdrowieje w oczach, za jakiś czas jednym śladem będą blizny, największa ma długość ok. 12 cm.

Od jakiegoś czasu sporo czasu spędzam w drodze, nauczyłam się łączyć słuchanie audiobooków z szydełkowaniem i powoli powstaje patchworkowy szydełkowy pled. Zainspirowała mnie Kankanka właścicielka Pasjonaterii (tu link do profilu na Fb https://www.facebook.com/Pasjonateria-pasmanteria-575137985934635/) pokazując kocyk jednej ze swoich klientek.
W moim pledziku docelowe wymiary w kwadracikach: 13 x 17, wymiary pojedynczego elementu po zszyciu: 11 x 11 cm. Po praniu i wirowaniu (bo zamierzam wywirować) to się może zmienić. Praca w sam raz na mroźne dni, przy zszywaniu gotowa część przyjemnie chroni przed utratą ciepła.

Gotowy fragment na zdjęciach poniżej. Nitki wytnę na samym końcu, na razie pozostaną.



W Nowym Roku życzę Wam i sobie - spokoju, czasu na myślenie i dystansu. Gdyby ktoś miał ochotę na szaleństwa, to oczywiście jak najbardziej, ja dziękuję :-)




piątek, 28 sierpnia 2015

Coś niebieskiego....

czyli patchworkowa torba-koszyk. Jestem z niej dumna jak paw.
Zaczęło się od informacji o konkursie na FB https://www.facebook.com/events/275811902589101/
Ma być coś niebieskiego uszytego samodzielnie...
O takiej torbie rozmyślałam od dawna, ale w nieco innych kolorach. Ale skoro konkurs na niebieskie szycie, to powstał prototyp. Całkiem udany moim zdaniem. Nawet jak uznacie, że się przechwalam, to i tak będę się przy tym upierać:-)

Proszę bardzo, tak wygląda na człowieku/manekinie



a tak w środku:


Zaczęłam od papierowego modelu, wycięłam, pospinałam zszywaczem, ustaliłam wymiary i zaczęłam szyć. Najpierw powstał prostokąt pozszywany z pasków oczywiście. Potem go wypikowałam. Pierwsze pikowanie odbyło się z użyciem taśmy malarskiej, żeby odstępy równe ustalić

Dalsze pikowanie - na oko z wykorzystaniem wzorów :-)



Przycinanie, zszywanie i jest :-) Lamówki wyszły dość równo a nawet bardziej niż dość.



Paski, to podwójny sztywnik obszyty tkaniną, przeszyty wzdłuż kilkakrotnie, żeby nic się nie przesuwało ani nie marszczyło.

Zapomniałabym o spodzie :-)


I ostatni rzut oka na całość :-)



W kolejnym modelu pomyślę o kieszeniach zasuwanych na zamek :-) Bo na pewno kolejną taką torbę uszyje.

Chusta sierpniowa

Wzór prościutki, na zmianę 20 rzędów ścieg francuski, 20 rzędów ażur. Robiąc francuskim na początku każdego rzędu dodajemy jedno oczko po stronie prawej.
Ażur: narzut, dwa oczka razem na prawo. Powtarzamy póki wystarczy oczek. Kończymy zawsze narzutem, bo po prawej stronie dodajemy jedno oczko. Strona lewa - wszystkie oczka na lewo.

Materiał, to bawełna. Zużyłam 15 dag. Koszt chusty to całe 24 złote :-) Musicie przyznać, że to niewiele. A bawełniana chusta na ciepłe jesienne dni jak znalazł.

To w trakcie blokowania:


Nie wiem, czy zachowa kształt po praniu. Mam nadzieję, że tak. Bo jak nie, to problem. Bo chusta nie moja i nie wiem, czy właścicielka będzie umiała upiąć.

Poniżej zdjęcia na manekinie



i na oparciu fotela, bo tu dopiero widać, jak ładnie się odcienie zmieniają.


Edytowany 30.08.2015
Poniżej schemat. Zrobiłam jak umiałam :-)