piątek, 22 maja 2009

Hardangerowy trening

Od wczoraj podczytuję sobie bloga Krzysi i uwierzyłam, że potrafię :-) Wiara czyni cuda, podobno. Zaczęłam od gołębich oczek, spodobały mi się. Ale na wszelki wypadek porównałam je z tym, u Eguni i okazało się, że moje to jakieś takie mało kształtne jednak. No przykurcze mi wyszły:



Potem spróbowałam cerowanki w kształcie lilii. Opis na blogu Krzysi jest bardzo klarowny, w dodatku bogato ilustrowany zdjęciami. Chyba zrozumiałam. Po skończeniu zrobiłam zdjęcie i przy jego obróbce przypomniało mi się, że wszystko jest trudne nim stanie się proste. Na razie te lilie są dla mnie trudne. Widzicie błąd?


Prucie bloczków, to pestka, prucie tej lilii, to już trochę wyższa szkoła jazdy.

Żeby nie popaść w czarną rozpacz, zrobiłam zapasowy kwadracik na kołderkę. Wiem, że potrzebne są autka, Puchatki itp., ale mnie się zachciało czegoś stylowego. Jak nie na kołderkę, to może na poduszeczkę się przyda, już nasze mistrzynię przeobrażą go w coś wyjątkowego :-)


Zdjęcie jest troszkę za ciemne.

Mam jeszcze dwa tego typu kwadraciki w planach, jeden z kotem, drugi z kotem i króliczkiem. A potem zacznę się przymierzać do tych bardziej chodliwych.

A wracając do obrusu, to w końcu trening czyni mistrza, nie będę się zrażać, może w końcu złapię dryg do gołębich oczek. Lilię to jednak na razie sobie odpuszczę. Ale tylko na razie.

1 komentarz:

  1. Lilka nic na siłę! Wyszywanie setki Puchatków może grozić obłędem! A są dzieci, które wolą inne tematy i klimaty.

    OdpowiedzUsuń