czwartek, 7 maja 2009

Niebieskie kwiatuszki

Pokazuje z bliska. Sprawiły mi niekłamaną przyjemność.
Za to ciąg dalszy, czyli salaterka z tym czymś, no cóż... Kolorystycznie większych zastrzeżeń nie mam, bo co tu zastrzegać, trzeba poczekać na efekt końcowy. Natomiast to coś, to już inna sprawa.
Poniżej błękitnych kwiatuszków znajduje się salaterka z kolorowymi owalnymi - no właśnie, z czym?


Mnie się to kojarzy z takimi cukierkami w kształcie jajek, zwykle przed Wielkanocą jest ich pełno w spożywczych sklepach. Mam genetycznie zakodowaną niechęć do większości słodyczy, taka się urodziłam i nic nie poradzę. Tych cukierków nie lubię i to bardzo, spróbowałam, to wiem. A teraz mam je wyszyć? Ma to w sobie coś z masochizmu :-) Żeby nie przedłużać własnych frustracji, chciałabym tę salaterkę machnąć jednego dnia, ale chyba nic z tego, jutro pracuję, pojutrze wybieram się na przyjęcie pierwszokomunijne do mojego chrześniaka, a i na dzisiaj sporo zaplanowałam (czytaj: czas odrobić zaległości spowodowane ostatnim hafciarskim zauroczeniem). Z drugiej strony moja motywacja jest olbrzymia, bo bardzo chciałabym dotrzeć w okolice dzbanuszka po prawej i serwetki, na której stoi.

Ta serwetka pociaga mnie bardzo mocno, są na niej drobniusieńkie kwiatuszki wykończone backstitchami, jak ja bym chciała już je robić! Aż mnie nosi! Dlatego lepiej zostawię je na koniec, będą robić za wisienkę na torcie :)

4 komentarze:

  1. Podziwiam i pracę, i zapał do niej. "Obrusik" w kwiatki faktycznie bardzo ciekawy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Lilko! Ja też będę Cię tu troszkę podglądać :) Bo piękne rzeczy robisz i Twoja pasja dodaje energii :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. i dla mnie te backstitche byłyby jak wisienka na ciasteczku :) jak w powellkach :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A dla mnie jak koszmar,jak ja nie cierpię backstichy:(
    poza tym to cudnie wychodzi,a jak tam sampler bo coś ucichło ostatnio przez te wszystkie szaleństwa:)))

    OdpowiedzUsuń