sobota, 22 sierpnia 2009

A bo ciocia źle na miotle przysiadła....

Wróciłam. Trzy dni mnie nie było a wróciłam tak naładowana wrażeniami i informacjami, że starczyłoby tego na dwutygodniowy urlop. Ale, że czasu nie miałam, trzeba było się sprężać :-)

Moja rodzina jest liczna, jest tak liczna, że nie potrafię dokładnie skojarzyć z kim i w jaki sposób jestem spokrewniona. Trochę sobie to uporządkowałam, rozwikłałam kilka rodzinnych tajemnic, odkryłam nielegalną linię w rodzinie... moi przodkowie są teraz bardziej realni, mniej owiani legendą, bardziej prawdziwi. Spędziłam ten czas w towarzystwie osób, których średnia wieku oscyluje w granicy liczby 70 a właściwie powyżej. Unikałam moich kuzynów i kuzynek młodszych ode mnie, chciałam jak najwięcej zatrzymać ze świata, który odchodzi w zapomnienie, który jest lekceważony bo tak mało nowoczesny. Słuchałam uważnie opowieści z czasów wojny, o partyzantce, z którą mój dziadek ściśle współpracował, o Niemcach stacjonujących w domu mojego dziadka, o krowach wyprowadzanych do lasu, żeby uchronić je przed niemiecką kuchnią, o robotach, na które pojechała jedna z sióstr mojej babci. Dowiedziałam się, że podczas ucieczki z tych robót owa siostra została złapana i jakiś czas siedziała w więzieniu w moim mieście, przez małe okno w celi patrzyła na zegar, na ten sam zegar spoglądam za każdym razem, gdy przechodzę przez Rynek, sprawdzam, czy aby nie jestem spóźniona. Ale teraz to już będzie inny zegar, teraz będzie mi przypominał tę historię z czasów wojny. Inaczej już ten czas będzie odmierzany....
Słuchałam opowieści o mojej babci, którą pamiętam jako wiecznie zapracowaną, mechanicznie wykonującą swoje codzienne czynności, a w młodości była ładną dziewczyną, wesołą, budzącą zainteresowanie, zakochaną w kimś innym i już wiem, dlaczego nie wyszło....

No i moje ciotki... Jako dziecko nie potrafiłam się bronić przed ich niezwykła umiejętnością komplikowania spraw prostych. I wymyśliłam sobie, że to nie są zwykłe istoty, to czarownice, w nocy ujawniające swoją prawdziwą naturę a loty na miotle, to dla nich rzecz codzienna. To myślenie pozostało mi do dzisiaj. Nauczyłam się nie odzywać, ale zawsze uważnie śledzę tok ich rozumowania i notuje w zeszycie, bo mimo całej pomysłowości nie mam szans na takie przeskoki w rozmowie, na tak niezwykłe skojarzenia. I kiedy jedna z nich zapytała mnie wprost, skąd te bóle w kręgosłupie, odparłam z całą szczerością zgodnie z tym, co od lat mam w głowie....
Wybrnęłam, sprytnie wybrnęłam, że za ciocią miotła stoi, zapatrzyłam się na nią i tak jakoś mi się bezmyślnie powiedziało, a o skrzyni, na której ciocia siedzi miałam powiedzieć... Zapomniały o mnie natychmiast, przeanalizowały swoje dolegliwości, przeszły płynnie do wielkiej siły mojego pradziadka i znów popłynęły te wspomnienia... Ale ja tam swoje wiem :-)

9 komentarzy:

  1. ale jesteś Szczęściarą, zazdroszczę Ci takiego spotkania...

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapisuj wszystkie zasłyszane opowiadania. W przyszłości to będzie bezcenny skarb!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pielęgnuj to bo szybko mija czas! Zapisuj, zapamiętuj. Dobrze, że takich rzeczy słuchasz!

    OdpowiedzUsuń
  4. Przepraszam, za usunięcie komentarza, ale coś pokręciłam :)
    Chciałam tylko napisać, że taka rodzinka rozgałęziona to skarb bezcenny i że niechcący tutaj trafiłam i że nie żałuję :) Mozna zaglądać częściej???

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapisuję te opowieści, zapisuję zwariowane pomysły moich ciotek, i nie robię zdjęć. Świadomie ich nie robię. Bo zdjęcie nie uchwyci błysku w oku, gestykulacji, intonacji... na zdjęciu moje ciotki są nieprawdziwe, chcę je znać i pamiętać takimi, jakie są.

    Reala, zapraszam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja zapewne tez mam liczna rodzine tyle tylko ze tam nikt sie nie kwapi do spotkan rodzinnych ;-) pewnie wszyscy skloceni haha.... wiem tylko tyle ze historia lubie sie powtarzac.... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. tajemnice, nieznane historie, sekrety, osobowości, niezwykłe czyny... Jeśli komuś coś się przypomni to fantastycznie. Ale pokolenia odchodzą, a ja / przypuszczam że my wszyscy/pędzimy i zapominamy że zegar starszych pokoleń tyka już znacznie szybciej niż nasz.... i zaraz nie będzie kogo słuchać.
    Słuchaj Lilu i zapamiętuj dla siebie i swoich synów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam rodzinne historie, te szczęśliwe i te tajemnicze, dziwne, niewyjaśnione, niedopowiedziane.
    Mam żal do siebie, że z dziadkiem nie porozmawiałam o kilku sprawach, dziś wiem co jeszcze chciałabym usłyszeć.

    OdpowiedzUsuń
  9. To cudowne móc słuchać tego wszystkiego co mogą nam przekazać starsze pokolenia. Ja dopiero po jakimś czasie to odkryłam...jeszcze nie na tyle późno, by wycisnąć trochę informacji co się dawniej działo..i bardzo się zdziwiłam. Jakbym teraz to opisała, to mało kto by uwierzył...

    OdpowiedzUsuń