czwartek, 13 sierpnia 2009

Stitch in time - pierwsze gałązki

Całość wygląda w tej chwili tak


Z wanny wyrosły pierwsze gałązki, po gałązkach wędrują jakieś ptaszyska, gęsi albo coś podobnego do nich. Jedna w jedną stronę


druga w drugą

Ta druga powinna mieć nieco inne łapki, ale wyglądały jak kółka, nie zdzierżyłam i zrobiłam jej normalne łapki.

Czuję się nieco dziwnie, jakbym miała jakieś rozdwojenie jaźni, bo ptaszyska na tych gałęziach wyglądają nieco absurdalnie, w duchu się z nich śmieję, ale praca mnie wciąga, chyba głównie ze względu na kolorystykę. Te kolory przypominają mi kuchnię jednej z moich ciotek. Kuchnia była częścią jej wiejskiego domku a w tamtych czasach kuchnie na wsi malowano na niebiesko a pokoje bielono wapnem. I to są te kolory. Ten haft powinien zawisnąć w domku tejże ciotki, problem w tym, że domu dawno już nie ma, bo i ciotka od wielu lat nie żyje. Jest ciepłym wspomnieniem dzieciństwa i wakacji spędzanych na wsi. Ciotka miała ciężki charakter ale ja bardzo lubiłam do niej chodzić. W jej domku panował idealny porządek, w kuchni wisiały czyste wykrochmalone ściereczki poobszywane jakimiś koronkami i nie były to wielkopańskie koronki ale taki robione na szydełku ze zwykłych nici, na stole zawsze leżała serweta a na łóżku piętrzyły się poduszki. Kiedy szliśmy do niej w odwiedziny, moje kuzynki i kuzyni znikali w stojącym obok domu córki tejże ciotki, bo dam podawano ciasto i słodycze, ja od urodzenia słodyczy nie lubię i wolałam napawać się atmosferą ciotczynego domu. Zrzędzenia ciotki właściwie nie słuchałam, za to stałam przed tymi koronkami, szydełkowymi poszewkami na poduszkach, przyglądałam się haftom na serwecie... Pamiętam też meble, solidne, robione pewnie przez jakiegoś wiejskiego stolarza, bo ciotka mało nowoczesna była i póki coś się nie rozleciało, było używane.

Chyba wystarczy, trzeba wracać do rzeczywistości. Ale jakim cudem te ptaszyska z tych gałęzi nie spadają, to ja nie wiem. Bo, że na kolejnych siedzą sowy, to już mi się w głowie mieści :-)

10 komentarzy:

  1. Cieszę się,ze już materiał w drodze, bo jak patrze na Twoje cudo, to aż mi się tez chce zabrać za te pracę :-).Tymczasem będę podglądać postępy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja podobnie wspominam dom Babci na wsi. Miał specyficzną atmosferę. I też wisiały tam haftowane makatki.
    A ptaszyska fajne, w całości na pewno nie będą śmieszne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ładnie Ci wyrosło. A to coś wg mnie to troche przypomina pawie....

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wiem co to za ptok, ale ja mam bardzo podobnych 16 (słownie: szesnaście) jako obramówkę motywu. Dwa to nawet wesołe, cztery zaczyna być powtarzalne, ale przy 8 zaczęło wiać nudą... Twoje są sympatyczne i mają ładne, normalne łapki. Reszta nie musi być zwyczajna! W końcu to wzornik :)
    Twoje wspomnienia wywołały stare obrazy sprzed lat: masywne łóżka Babci Kochanej, wybrzuszone od pierzyn, zaścielone identycznymi, ciemnozielonymi narzutami typu welur. Na tym ułożone po trzy serwety szydełkiem wyprodukowane. A na stołach obrusu płócienkowe wyszywane haftem płaskim w różnokolorowe kwiaty. Nie zawsze dla dziecka było miejsce przy stole. Ale gdy rozluźniło się po obiedzie, siadałam na brzegu krzesła i oglądałam każdy kwiatuszek....

    OdpowiedzUsuń
  5. Rany, jakie to ładne! Świetnie dobrane kolory:) Ciekawa jestem, jakie będą kolejne elementy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękne, nostalgiczne kolory! Pasują do mojej bluzki niedawno udłubanej, do koloru wsi jak najbardziej, tylko, że ludzie stamtąd wybierają znacznie żywsze barwy. Przepiękna to praca, ale i opis zachwycający!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Abulinka - czekam, aż zaczniesz. Mnie się ten wzór podoba i jestem ciekawa efektu na tkaninie o splocie jednonitkowym.
    Co do tych ptaszysk, to o pawiach nie pomyślałam, obstawiałam gęsi, skłaniałam się ku łabędziom... W sumie, wszystko jedno, bo one łądnie się komponują w całości.
    Ania, współczuję, 16 to już sport ekstremalny :-)
    Egunia, zaraz tam nie nadanżasz, Ty też masz niezłe tempo i pomysłów mnóstwo, o tym przędzeniu to już nawet nie piszę, ale jesteś jedyną znaną mi osobą, która potrafi coś takiego zrobić. No wiem, że jest Was więcej, ale jakoś w moim otoczeniu jesteś jedyna.
    Dziękuję za miło słowa, czasami nie jestem pewna, czy to mądry wybór, czy warto, czy nie był to chwilowy impuls, którego potem będę żałować. Tym razem, raczej nie :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Igła z turbodoładowaniem, jak nic...

    OdpowiedzUsuń