środa, 25 listopada 2009

Choinkowy SAL i anegdotka o pewnej blondynce

zorganizowany przez Anię. A tu Choinkowy blog. Wszystkich tam zapraszam, do wyszywania i oglądania. Zajrzałam sama dzisiaj i szczęka mi opadła na widok tych wszystkich ślicznych choinek, moja to taka mizerniutka na razie i malutka, bo kończę uparcie pewien haft. Zostało mi już tak niewiele, że choineczka musi zaczekać. Ale to już naprawdę tuż, tuż :-)

I anegdotka o blondynce. Piszę anegdotka, ale to właściwie jest fakt.
Młody ma koleżankę, koleżanka ma koleżankę, nazwijmy ją Koleżanka Koleżanki. Otóż Koleżanka Koleżanki jest blondynką z prawem jazdy. Któregoś dnia zgasł jej samochód i zablokowała samochód za sobą. Silnik nie dał się odpalić od razu, kierowca stojący za nią dał upust swej frustracji naciskając uparcie klakson. I co zrobiła Koleżanka Koleżanki? Wysiadła, podeszła do sfrustrowanego kierowcy i grzecznie poprosiła:
- Czy nie mógłby pan odpalić mojego samochodu a ja tu będę za pana trąbiła?

8 komentarzy:

  1. BRAWO BLONDYNKA!!!!!!!!! Ekstra dziewczyna, całkiem jak mój mąż, który też tak lubi dyskutować na ulicy!

    Lilka jak miło Cię spotkać na SAL-u!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Lilka, muszę przyznać, ze tytuł blondynki ( w znaczeniu co to wszyscy wiedzą) przyznałabym raczej temu panu. A blond dziewczę uznałabym za bardzo rezolutne.
    Taka sytuacja na drodze zdarzyć się może nawet wytrawnemu kierowcy i nie jest to jego wina.

    Bardzo podobnie zareagował mój brat. Jest u nas taki szpital i przychodnia, którego ludzie boją się panicznie, a ma jeszcze fatalny dojazd i mini parking. Zazwyczaj podwozi się tam naprawdę bardzo chorych, parkuje w miejscu niedozwolonym i płaci.
    Brat przywiózł na badania swoją teściową, zatrzymał się przed wejściem tarasując wjazd, tylko na chwilę, aby ją wydobyć z samochodu.To normalny zwyczaj, bo chorzy nie są w stanie pokonać dłuższego odcinka. Potem się odjeżdża i długo szuka miejsca do zaparkowania. Zwyczaj praktykowany przez rodziny pacjentów, ale nie przez taksówkarzy, a przynajmniej nie wszystkich.
    W tym momencie pan taksówkarz też musiał wjechać, samochód brata mu to uniemożliwiał, więc zaczął trąbić. Brat wysiadł z samochodu, podszedł do kierowcy i z troską w głosie zapytał czy wszystko w porządku, bo gdyby coś się panu stało to tu są lekarze i zaraz zawoła pomoc.
    Powiedział to bardzo głośno, co nie jest jego zwyczajem.
    Sytuacja bardzo szybko się rozładowała, w międzyczasie teściowa wygramoliła się z samochodu, zażenowany taksówkarz przestał trąbić a ludzie wokół mieli bardzo wesołe miny.

    Taka reakcja na trąbiących kierowców na skrzyżowaniach jest chyba pomysłem J. Korwina-Mikke, brat sprawdził tylko jej skuteczność.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale się uśmiałam! Lilka, koniecznie przekaż pozdrowienia dla pomysłowej blondynki! :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne! Brawo dla Koleżanki Koleżanki;-)
    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  5. Brawo dla tej dziewczyny!!!!! Czy znana jest reakcja tego matołka co trąbił???

    OdpowiedzUsuń
  6. Ukradło mi komentarz :(.
    A blondynka rewelacja. To przypomniało mi zdarzenie podczas jednego z obozów, ale o tym napisze u siebie na blogu :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Na trąbiących moja Mama stosowała metodę opisaną przez Krzysię. Była baaardzo skuteczna ;-D

    OdpowiedzUsuń
  8. Brawo!!! Ale rezolutna panna!

    OdpowiedzUsuń