niedziela, 31 maja 2009

Jak zrobiłam kaczkę

Nie będzie o gotowaniu, nie ma mowy. Jeśli coś gotuję, to tylko pod warunkiem, że czas przygotowania nie jest dłuższy niż 30 minut. Wyjątkiem jest świąteczny bigos, który robię najwyżej dwa razy w roku. Poza tym nie mam pojęcia, jak należy przyrządzić kaczkę ani gdzie można ją kupić.

Kaczkę wyszyłam. Zaczęło się od tego, że znalazłam rysunek kaczki.


Mina kaczki bardzo mi się spodobała, ale to tylko rysunek, a ja potrzebowałam schematu na kanwę typu aida. No to zajęłam się czymś innym, ale kaczka tkwiła w mojej głowie i postanowiłam, że spróbuje ją przerobić. Nałożyłam na kaczkę siatkę i pociągnęłam kontury. Wszystko to korzystając z Painta.


Łapki i dziób wypełniłam pomarańczową muliną, wyszyłam kontury, środek zostawiłam niewypełniony. I kaczka gotowa :-) Wszystko trwało godzinę.


Mam w domu bardzo twardą i sztywną kanwę z posklejanymi dziurkami, bardzo trudno się na niej wyszywa, po jakimś czasie w serdecznym palcu prawej ręki mam najzwyklejszą w świecie dziurę, to dlatego nie wypełniłam środka. Chętnie zrobiłabym jeszcze jakiś wzorek tego typu, ale trudno je znaleźć. A twardej kanwy mam jeszcze sporo.

W tak zwanym międzyczasie zrobiłam dwie prawie identyczne betoniarki :-)


Wszystkie hafciki powędrują do zapasików na kołderki.

piątek, 29 maja 2009

Shiraz

Shiraz, to nazwa dawnej stolicy Persji czyli obecnego Iranu. Podobno ze wspaniałymi ogrodami. Znalazłam kilka zdjęć w internecie. To także nazwa szczepu winogron, z którego wytwarza się wina, dość ciężkie i o mocnym aromacie. Czy to, co poniżej, kojarzy się z tym?



Ja mam wątpliwości. Niemniej tak się ten projekt nazywa.
Użyte materiały:
- Pearl Cotton #5 BLANC
- mulina cieniowana DMC 99
- tkanina Unifil DMC 10 nitek/cm
Tkaninę naciągnęłam na tamborku i w tym przypadku jest to absolutnie (moim zdaniem) niezbędne, inaczej nie uzyskamy ładnych dziurek. Dzięki temu też poradziłam sobie z białą nitką.
W odległości dwóch nitek od białych ząbków powinno być coś jeszcze, miałam kłopot z odszyfrowaniem, co to takiego, wygląda jak french knot, ale nie zaryzykowałam. Zastanawiam się nad koralikami i nad wprowadzeniem jeszcze jednego koloru, czegoś w odcieniu zieleni. W domu mam tylko czarne koraliki, zatem muszę się wybrać na zakupy, może coś dopasuję.

środa, 27 maja 2009

Overwood - skończyłam :-)

Bardzo lubię tę prace i trochę żal mi się z nią rozstawać, z pracą nad ta pracą żal mi sie rozstawać, bo rozstanie z efektem tej pracy nie sprawiłoby mi najmniejszego problemu :-)



W oryginale jest jeszcze rameczka z krzyżyków takich, jak wewnątrz białej ramki. Zrobiłam jej fragment i doszłam do wniosku, że wcale nie jest lepiej. Wyprułam i zostawiam tak, jak jest w tej chwili.

I jeszcze jedno zdjęcie.



Zrobiłam je przed wypełnieniem końcowej ramki. Bardzo podobaja mi sie te puste kwadraciki, myślę, że zrobione białą nitką na białej tkaninie wyglądałyby brdzo łądnie, kiedys to sprawdzę.

poniedziałek, 25 maja 2009

Overwood - odsłona czwarta i cztery rzeczy, które....


Światło jest jeszcze w miarę dobre, ale muszę pomyśleć, co z tym zielonym. Ramka oczywiście zostaje, ale nie wiem, czy ten zielony ścieg na różowych krateczkach (ale się jasno wyrażam :-)) ma być na całości, czy tylko na dwóch lub trzech rzędach. Muszę się temu poprzyglądać jakiś czas, na razie nie wiem. Te drobne krzyżyki wewnątrz trójkącików nie bardzo mi się podobają, zostaną wyprute, chyba.

A teraz zabawa, do której zaprosiła mnie Ata
4 miejsca, w których mieszkałam:
dworek, leśniczówka, domek, mieszkanie w bloku
4 miejsca do których lubię wracać:lasy w okolicach Chojnic, Kraków i to chyba wszystkie takie miejsca
4 ulubione potrawy:
barszcz z uszkami, duszone ryby, lody z wiśniami i.... biała cebula z solą :-)
4 potrawy, których nie znoszę:
CZEKOLADA, gotowany szpinak, grysik, tort
4 pasje, hobby:
haft krzyżykowy, hardanger, wyszukiwanie zdań sprzecznych, czytanie
4 miejsca, które zwiedziłabym, gdybym miała taką możliwość: Bieszczady, Barcelona, francuska prowincja, Księżyc
4 seriale, programy, które lubię:
Doktor House, Doktor House, Doktor House, i jeszcze z Archiwum X :-)
4 miejsca pracy:
przedszkole, podstawówka, liceum, uczelnia
4 rzeczy, które chciałabym zrobić, przeżyć:
zaprojektować i zrobić własny haft needlepiont, zrobić dywan, jeździć konno, dokończyć bajki
4 ulubione filmy:
Amelia, Szósty zmysł, Godziny, Woody Allen (prawie wszystko)
4 rzeczy, które robię po wejściu na internet:
sprawdzam multiply, kołderki, bloga i pocztę,
4 osoby, które zapraszam do dalszej zabawy:
Egunię, Niedzielkę,
Aploch i Yenulkę

niedziela, 24 maja 2009

Overwood - część trzecia



W żadnej z moich dotychczasowych prac tył nie jest tak brzydki jak w tej. Powodem są próby wymyślenia czegoś w miejsce elementów pokazanych na schemacie. Ciągłe podczepianie kolejnych nitek, potem wypruwanie i odcinanie zaowocowało tym paskudnym tyłem. Bo nie wszytko udało mi się dobrze wypruć po lewej stronie. W końcu zrezygnowałam z wymyślania i "pociągnęłam" do końca kwadraciki. Dalej zielonkawa rameczka wyszywana pojedyncza nitką muliny, właściwie nie różni się specjalnie od tych różowych kwadracików poza wymiarami, różowe zrobione są podwójną nitką i mają wymiar dwie nitki na dwie, zielone, to kwadraciki o boku jeden. Niesamowicie drobne.

Co prawda jest jeszcze wcześnie, ale musiałam przerwać tę pracę, ona wymaga dziennego światła. Więc wieczór spędzę chyba nad obrusem :-)

Kołderkowo

Zauroczyły mnie hafciki firmy Brittercup Designs. Kilka z nich postanowiłam zrobić na kołderki. To proste obrazeczki niczym ilustracje książeczek dla dzieci, ale mogą być powodem do rozmowy, bo na tych obrazeczkach coś się dzieje. Przy wyborze obrazka na kwadracik mam zawsze dylemat. Wyszyłam ich już sporo, mnóstwo statycznych, ale też kilka z akcją. Jednym z moich ulubionych jest ten, na którym świnka, kogut i mysz grają w karty. Miałam kiedyś w domu gotowych około 20 kwadracików, wykorzystałam je do przepytania dzieci, które z nich chciałyby mieć. No i oczywiście księżniczki i anioły miały najmniejsze wzięcie. Za to te proste ale z akcją spore. A wśród chłopców auta i motory. No cóż, nie zrezygnuję z księżniczek, elfików czy aniołków, ale najpierw "odpracuję" te autka, motory.... :-) Tylko jeszcze kot, która podaje królikowi marchewkę, bo myślę, że warto.




Kotka z żabką wyszyłam dwukrotnie. Mam w domu straszliwie twardą kanwę, po zrobieniu samego kota uznałam, że nie dam rady, że zaczynam od nowa i znalazłam miękką kanwę. Odpoczęłam i pomyślałam, że w sumie szkoda, i skończyłam. Tak naprawdę te kwadraciki nie są identyczne, mimo prostoty wzorów, pomyliłam się kilka razy :-)

piątek, 22 maja 2009

Hardangerowy trening

Od wczoraj podczytuję sobie bloga Krzysi i uwierzyłam, że potrafię :-) Wiara czyni cuda, podobno. Zaczęłam od gołębich oczek, spodobały mi się. Ale na wszelki wypadek porównałam je z tym, u Eguni i okazało się, że moje to jakieś takie mało kształtne jednak. No przykurcze mi wyszły:



Potem spróbowałam cerowanki w kształcie lilii. Opis na blogu Krzysi jest bardzo klarowny, w dodatku bogato ilustrowany zdjęciami. Chyba zrozumiałam. Po skończeniu zrobiłam zdjęcie i przy jego obróbce przypomniało mi się, że wszystko jest trudne nim stanie się proste. Na razie te lilie są dla mnie trudne. Widzicie błąd?


Prucie bloczków, to pestka, prucie tej lilii, to już trochę wyższa szkoła jazdy.

Żeby nie popaść w czarną rozpacz, zrobiłam zapasowy kwadracik na kołderkę. Wiem, że potrzebne są autka, Puchatki itp., ale mnie się zachciało czegoś stylowego. Jak nie na kołderkę, to może na poduszeczkę się przyda, już nasze mistrzynię przeobrażą go w coś wyjątkowego :-)


Zdjęcie jest troszkę za ciemne.

Mam jeszcze dwa tego typu kwadraciki w planach, jeden z kotem, drugi z kotem i króliczkiem. A potem zacznę się przymierzać do tych bardziej chodliwych.

A wracając do obrusu, to w końcu trening czyni mistrza, nie będę się zrażać, może w końcu złapię dryg do gołębich oczek. Lilię to jednak na razie sobie odpuszczę. Ale tylko na razie.

środa, 20 maja 2009

Żmudny bratek

Płatki bratka są wyszyte 12 kolorami, o ile dobrze policzyłam. Mam na myśli wszystkie płatki, i te jasne i te kolorowe. Ten element pracy po wyszyciu wygląda bardzo ładnie, ale praca nad nim nie była specjalnie przyjemna. Spodziewałam się tego. Robienie zdjęć poszczególnym etapom ma sens, dzięki temu zauważyłam błąd. Już go poprawiłam, ale zdjęcia nie zmieniłam.


Wykończyłam backstitchami środek, to jedna z wisienek na tym torcie :-)


W tej chwili całość wygląda jak niżej.


Teraz dzbanuszek. To będzie jeden z ulubionych etapów, mam słabość do tych delikatnych kwiatków na jasnym cieniowanym tle.

poniedziałek, 18 maja 2009

Obrus - c.d.

Czeka mnie pracowite popołudnie i wieczór chyba też. No niestety nie nad robótkami. Uznałam, że należy mi się chwila przyjemności.

Już wiem, jak będzie wyglądać brzeg. Otóż tak.



Robię go niezgodnie ze sztuką, bo powinnam najpierw wyszyć całość a potem wycinać dziurki, ale to taka przyjemność widzieć skończony element, że ryzykuję. Przy serwecie pracowałam podobnie i wszystko dobrze się zamknęło, myślę, że tutaj też tak będzie.

Poniżej zdjęcia poszczególnych fragmentów.



Zastanawiałam się na zrobieniem kolorowych krzyżyków muliną.


Ale próba wypadła moim zdaniem niepomyślnie. Potem wyszyłam to samo muliną DMC Blanc i też mnie nie zachwyciło. No i pozostałam przy Pearl Cotton #8.

Na porcelankowo - fiołkowym hafcie też trochę przybyło, ale mniej niż bym chciała. Jak się uwinę szybko z dzisiejszą pracą, to może go troche podgonię :-)

piątek, 15 maja 2009

Wymarzony obrus - zaczynam.

Zastanawiam się na czym ma polegać, że ten obrus jest wymarzony. No właśnie. Od jakiegoś czasu oglądam różne hardangerowe propozycje, i często znajduję elementy, które bardzo mi się podobają. Mój obrus ma się z takich elementów składać. Nie wiem, jak będzie wyglądać po skończeniu, wiem tylko, że ma mieć około 2 metrów długości, więc to jest praca na lata. Na razie ma fragment pierwszego narożnika.


Podobają mi się kwadraciki wypełnione drobnymi krzyżykami i musiałam koniecznie je zrobić :-) Teraz pora na brzeg. Coś tam mi po głowie krąży, ale jeszcze dokładnie nie wiem, jak ma wyglądać.

środa, 13 maja 2009

Serweta i haft, który nie powstał :-)

Wczoraj miałam sporo pracy i postanowiłam, że wieczór spędzę nad hardangerem. Udało się, ale o mały włos poniosłabym porażkę. Nieopatrznie zajrzałam, gdzie nie trzeba i znalazłam to coś.
Połączenie brązowego z niebieskim zawsze mi się podobało, policzyłam błyskawicznie, że to raptem 100 krzyżyków na niecałe 60, więc jeden wieczór wystarczy. Przygotowałam nici, trochę to na szczęście trwało, bo dzięki temu zdążyłam ochłonąć. Oczami wyobraźni widziałam, jak prasuje skończoną pracę i... no właśnie, i wkładam do szuflady. Zrezygnowałam i zajęłam sie serwetą. Został mi tylko brzeg, powtarzalny wzór więc żmudny. Ale, że było mi już bliżej końca, jakoś szło. Dzisiaj skończyłam. Pokazuję przed praniem, a przed praniem nie prasuję, żeby nie zaprasować ewentualnych zabrudzeń, dlatego na razie jest pognieciona.



Tutaj z bliska motyw środkowy i narożnik:




Ta serweta nauczyła mnie rozumu. Ponieważ elementy powtarzają się, z przyjemnością błądziłam myślami wokół kolejnej pracy lub czegoś tam jeszcze, i wycinając nitki nie zauważyłam, że jeden rząd bloczków nie został wyszyty. Musiałam cerować. Obok cerowany fragment. Nie wygląda pięknie, ale muszę przyznać, że nie rzuca się w oczy. Nawet ja sama, mimo, że wiem o ty błędzie, nie dostrzegam go od razu. No cóż, mam nauczkę. Poza tym, cerowania też trzeba się nauczyć :-)

A co do haftu, który nie powstał, no to przecież jeszcze tyle wieczorów przede mną, może znajdę dla niego zastosowanie :-)

wtorek, 12 maja 2009

Na miły początek dnia - salaterka z cukierkami



Wczoraj ją zrobiłam, dzisiaj tylko wykończyłam backstitchami. Te backstitche, to złamanie jednej z moich zasad, uważałam, że należy je zrobić po zakończeniu całości. Tak wyczytałam we wszelkich instrukcjach, tak uczyłam innych. Ale nie ma to jak skończony element. Trzeba później na te backstitche uważać, żeby ich nie zaciągnąć, ale tak prawdę mówiąc, jakoś nigdy ich nie zaciągnęłam.








Salaterka jest porcelanowa, nie ma co do tego wątpliwości. Szarości to DMC 762, 415, 318 i 414 (backstitch). To cieniowanie szarościami daje wrażenie wypukłości i okrągłości naczynia, nie wiem, czy widać to na zdjęciu, ja - spoglądając na haft - dostrzegam to za każdym razem. Kwiatki wyszywałam kolorami, to było miłe, gdy pojedyncze plamy fioletów uzupełniane kolejnymi odcieniami przemieniały się w fiołki.

A kiedy skończyłam doszło do mnie, że nigdy przenigdy nie chciałabym takiej salaterki posiadać. Wyszyć ją - ok. - ale używać? Nie ma mowy. Szkło, prostota i jak najmniej ozdób. Może mi się kiedyś zmieni :-)

poniedziałek, 11 maja 2009

Overwood - bardzo dowolna wariacja na temat

Środek został skończony, poddany uważnej obserwacji a następnie wypruty. Zmieniłam zieleń na jaśniejszą i przestałam udawać, że potrafię wykonać ten haft zgodnie z zamierzeniem autora. No i dobrze. Mam sporo przyjemności w wymyślaniu, co by tu zrobić zamiast, bo albo schemat mnie pokonuje, albo efekt nie zadowala.


Pierwsza zmiana, to wypełnienie środka. Nie wiem skąd mi się to bierze, ale wyszycie tych drobnych ściegów dostarczyło mi sporej przyjemności. Pewnie w poprzednim wcieleniu byłam Kopciuszkiem pracowicie oddzielającym mak od grochu i jeszcze te ziarenka równiutko układałam. Przy okazji znalazłam błąd, który wydaje sie łatwy do naprawienia, ale tym się zajmę potem. Poniżej zdjęcie fragmentu, w którym się zakochałam.


Czytanie instrukcji szło mi marnie, moi synowie zajęci ratowaniem świata od zagłady (czytaj: graniem w jakąś grę z masą innych zapaleńców) odmówili współpracy (i czemu ja im sfinansowałam naukę języka skoro nie mam z tego pożytku???), no to nie miałam wyjścia i wymyśliłam takie coś. Najpierw wyszyłam pojedynczą nitką muliny DMC 967 drobne krzyżyki o wymiarach 2 na 2 nitki a potem przeplotłam pod nimi pojedynczą nitkę muliny DMC 3052. I natychmiast ten fragment pokochałam!
Teraz dumam nad brzegiem, bo zastosowanie sie do instrukcji rozczarowało mnie bardzo, a mnie się marzy, żeby po skończeniu wyszło małe cudeńko, dla którego, jak zwykle, nie mam zastosowania :-)

sobota, 9 maja 2009

Overwood

Porcelanka jest gotowa w ponad 50 % (cukierki gotowe, zarysowała sie salaterka), uznałam, że zasłużyłam na mały przerywniczek. Przerywniczek nazywa sie Overwood. Schemat oglądam już od jakiegoś czasu, nie jest dla mnie łatwy. Poza tym nie zamierzam zachować oryginalnych kolorów i nici, więc kłopot miałam spory. Zaczynałam go już kilka razy, ale za każdym razem to nie było to. No i prułam do zera!

Dzisiaj wstałam dość wcześnie i spędziłam kilka godzin na pracy. Po czym zupełnie ni z tego ni z owego poszłam wybierać mulinki.


Zaczęłam jeszcze przed wyjściem do pracy a po powrocie skończyłam pierwszą ramkę.


Efekt mnie zauroczył, więc dzielnie wzięłam się za kolejny element. Nie wiem, czy dobrze zrozumiałam schemat, ale to, co powstaje, jest tak delikatne, że mimo braku dziennego światła postanowiłam zrobić zdjęcie i pokazać. Całkiem mozliwe, że wypruje tę zieleń i zmienię kolor, ale najpierw muszę sprawdzić, jak to się komponuje z pozostałymi kolorami.



Oczywiście, to tylko fragment, nie wiem, czy dam radę skończyć go dzisiaj, bo do tego haftu potrzebne jest bardzo dobre oświetlenie, ale spróbuję, bo niezmiernie jestem ciekawa końcowego efektu. Całość jest oczywiście większa, ale chciałabym dzisiaj skończyć przynajmniej środek.

czwartek, 7 maja 2009

Niebieskie kwiatuszki

Pokazuje z bliska. Sprawiły mi niekłamaną przyjemność.
Za to ciąg dalszy, czyli salaterka z tym czymś, no cóż... Kolorystycznie większych zastrzeżeń nie mam, bo co tu zastrzegać, trzeba poczekać na efekt końcowy. Natomiast to coś, to już inna sprawa.
Poniżej błękitnych kwiatuszków znajduje się salaterka z kolorowymi owalnymi - no właśnie, z czym?


Mnie się to kojarzy z takimi cukierkami w kształcie jajek, zwykle przed Wielkanocą jest ich pełno w spożywczych sklepach. Mam genetycznie zakodowaną niechęć do większości słodyczy, taka się urodziłam i nic nie poradzę. Tych cukierków nie lubię i to bardzo, spróbowałam, to wiem. A teraz mam je wyszyć? Ma to w sobie coś z masochizmu :-) Żeby nie przedłużać własnych frustracji, chciałabym tę salaterkę machnąć jednego dnia, ale chyba nic z tego, jutro pracuję, pojutrze wybieram się na przyjęcie pierwszokomunijne do mojego chrześniaka, a i na dzisiaj sporo zaplanowałam (czytaj: czas odrobić zaległości spowodowane ostatnim hafciarskim zauroczeniem). Z drugiej strony moja motywacja jest olbrzymia, bo bardzo chciałabym dotrzeć w okolice dzbanuszka po prawej i serwetki, na której stoi.

Ta serwetka pociaga mnie bardzo mocno, są na niej drobniusieńkie kwiatuszki wykończone backstitchami, jak ja bym chciała już je robić! Aż mnie nosi! Dlatego lepiej zostawię je na koniec, będą robić za wisienkę na torcie :)

Miseczka



Poniżej obiecana miseczka. I fragment serwetki.



Oczywiście nie zamierzam męczyć Was i siebie codziennymi wpisami, To tylko teraz tak jest, okres wielkiej fascynacji obecnym haftem.
Przy okazji warto chyba pokazać, do czego zmierzam :-)

Muszę przyznać, że serwetka jest zachwycająca. Ten fragment wyszywa sie pojedynczymi nitkami muliny i daje to wrażenie subtelności i delikatności.

A z rzeczy ogólnych, to musze popracować nad ustawieniami, bo na razie czuję się zagubiona.


środa, 6 maja 2009

Powoli się tu zadomowię :-)

Zauroczona blogami pełnymi zdjęć - przeprowadzam się. Przywędrowałam z multiply (http://lilka.multiply.com). Powoli mój blog nabierze wyrazu, na razie mam zamiar podglądać cudze.
Pierwsza rzecz, której muszę się nauczyć, to wstawianie zdjęć.



Powyżej zdjęcie pracy, nad którą spędzam teraz niemal cały mój wolny czas. Jest już kolejny element, miseczka. Zdjęcie jutro, bo nie potrafię zrobić dobrego przy elektrycznym świetle. Ta miseczka, to też dowód na chwilowy zanik zdrowego rozsądku - wszystko, co powinnam była dzisiaj zrobić, przełożyłam na jutro. Nie zamierzam też jeszcze się kłaść, bo nie mogę przestać.