wtorek, 30 czerwca 2009

W trakcie - część 2


W tej chwili mam tyle (88 mm x 88mm) i to tyle stanowi nawet zamkniętą całość. W odległości 10 nitek od poprzedniej ramki zrobiłam kolejną, dokładnie tak samo jak poprzednią, tylko nieco większą. Potem pociągnęłam długie ściegi kolorem Anchor 846 (podwójna nitka) tak, aby utworzyły siatkę. Tę siatkę przykryłam kolejną ale obrócona w stosunku do poprzedniej o kat 45 st. Tym razem kolorem Anchor 858, również podwójna nitką. Widać to na poniższym zdjęciu.



Próbowałam zrobić schemat, ale to jest mordercza praca, nie mam żadnych profesjonalnych programów, w paint'cie zabawa będzie trwać bardzo długo. Zatem, gdyby ktoś był chętny, to rozrysuje to na kartce i zeskanuję. Ale to potrwa.

No to idę kontynuować ;-)

poniedziałek, 29 czerwca 2009

W trakcie...

Noc z soboty na niedzielę miałam ciężką, chodziłam po blogu pewnej Amerykanki i podglądałam, co też ona wyszywa. Ogarniała mnie złość, z minuty na minutę większa. W końcu uświadomiłam sobie, na czym polega problem. Na materiałach rzecz jasna. Jestem pełna podziwu dla staranności prac autorki blogu, ale prawda jest taka, że niemal żadnego z tych wzorów nie chciałabym zrobić, bo to nie mój styl, nie moje potrzeby. Zrozumiałam też, że coraz bardziej pasjonuje mnie haft, który nazywam needlepiont, ale nazwa strukturalny byłaby chyba lepsza. Chodzi o zabawę różnymi ściegami. Postanowiłam uznać fakty i przede wszystkim przyjęłam do wiadomości, że materiały, które ona swobodnie kupuje w pasmanterii lub też bez trudu zamawia, dla mnie są niedostępne. Wiem, też je mogę zamówić, ale mnie zwyczajnie nie stać. Mogę przez dłuższy okres czasu odkładać zaskórniaczki, ale po co? Bo odkładać będę miesiącami a radość z wyszywania będzie trwać kilka dni. Nie o to chodzi. To moje hobby, moja pasja, ma mi sprawiać przyjemność. Zatem pozostają mi do dyspozycji materiały dostępne w Polsce. Jakiś czas temu udało mi się kupić kordonek Coats, postanowiłam nadal nim popracować. Z czasem uzbieram sobie więcej kolorów i grubości. Do dyspozycji mam też mulinę. Wróciłam do hardangerowej tkaniny i zaczęłam.

Pierwszym elemenetm była kwadratowa ramka - kordonek 20 Coats, kolor 213.


Potem w narożnikach pojawiły się cztery elementy (mulina DMC 99, podwójna nitka) uzupełnione do trójkątów ściegami, które ja znam pod nazwa tent stitch (mulina Anchor 846 podwójna nitka).



Ten element ma wymiary ok. 6 x 6 cm.
Teraz go podzieliłam na części, znów użyłam mulin Anchor 746, ale nitki nie rozdzielałam (czyli użyłam sześciu pojedynczych niteczek).


Jak to zobaczyłam, to pomyślałam - rany gościa, zrobiłam harcerski krzyż, nic tylko dodać lilijkę. Ale lilijki to ja zrobić na szczęście nie potrafię, więc harcerzom w paradę nie wejdę :-))
Długo myślałam, co dalej i wymyśliłam takie coś,

a po skończeniu wszystkich czterech elementów miałam to:


Zabrakło mi muliny i pomysłów, więc poszłam spać. Dzisiaj dokupiłam brakujące nitki i poczwórną nitka muliny Anchor 846 i 213 wypełniłam puste miejsca, dorobiłam też kolejną ramkę, na zdjęciu jej nie widać.


Tworzenie tego wzory sprawia mi olbrzymią radość, pracowicie rozrysowuję poszczególne ściegi na karteczkach, drukuje sobie pokratkowany papier, bok krateczki ma 3 mm. Używam też zwykłego papieru w kratkę. Czasami próbuje kilka razy zanim uznam, że jest ok., bo na papierze wygląda świetnie a po wyszyciu okazuje się, że efekt jakiś taki byle jaki. Podglądam też blog, o którym wcześniej pisałam, podglądam wiele innych miejsc, bo nie ma co odkrywać ściegów, które ktoś inny już wymyślił. Jestem zadowolona z tej części, możliwe, że ktoś już coś takiego zrobił, ja tego wcześniej nigdzie nie widziałam, choć ściegi są oczywiście dobrze znane.

Mam pomysł na ciąg dalszy, marzy mi się, żeby praca miała ok. 15 x 15 cm, a może i więcej. Nie mam pomysłu na tytuł, może po skończeniu coś wymyślę :-) Jeśli skończę. A wtedy pójdę do fotografa i zrobię jej porządne zdjęcie, zapewnianie Was, że w rzeczywistości wygląda znacznie lepiej (przede wszystkim tak delikatnie) jest już chyba nudne.

A tej nocy z soboty na niedzielę, to poszłam spać około czwartej, wyszywać zaczęłam w niedzielę....

sobota, 27 czerwca 2009

Bez tytułu :-)


Ta praca nie ma tytułu, zrobiłam ja według własnego pomysłu. Nie jest wyprasowana, bo mam w stosunku do niej dalsze plany i nie wiem, czy prasowanie nie zaszkodziłoby jej. Kolorystyka jest w rzeczywistości cieplejsza.

Materiały:
kanwa typu aida 20ct
kordonek Coats 20 - 292 (jasny żółty), 336 (jasny łososiowy), 213 (jasno zielony) - numeracja kolorów taka jak w Anchorze,
kordonki Kaja 318 (ciemna zieleń) i 323 (rudy).

Numerów Kaji nie jestem pewna, bo nie podają ich na kordonkach, a szkoda.

Wymiary: 15,5 cm x 12 cm.

Kaja jest matowa, mechaci się, trzeba używać stosunkowo krótkich nitek, ale nie tak bardzo krótkich, nie jest to męczące. Kordonek Coats jest twardy i błyszczący. Oba kordonki przy wyszywaniu lubią się plątać, musiałam uważać i rozplątywać węzełki. To męczy.

Pokazałam te pracę mojemu młodszemu synowi. Patrzy i pyta:
-Ty chyba coraz drobniej wyszywasz?
Ja na to, co niej myśli. Odpowiedź:
-Hardcorowa.
-Co? - pytam.
-Śmigło - pada odpowiedź.
No i nie wiem, co o niej myśli.

wtorek, 23 czerwca 2009

Podkładki, podkładki i torba z kotami

Od rana padało i grzmiało. Mogłam sobie pozwolić na pozostanie w domu, więc zostałam. Szyć zaczęłam już wczoraj, dzisiaj mój szyciowy zapał się nasilił.
Wczoraj uszyłam podkładkę do kuchni

i dla siebie podkładkę pod filiżankę z kawą. Ileż ja miałam dzisiaj przyjemności przy piciu porannej kawy!


Nie są doskonałe, ale bardzo mi się podobają. Starałam się zrobić im jak najlepsze zdjęcia, mam z tym spory kłopot, na zdjęciach nie widać dokładnie ich faktury, za to bardzo dobrze widać niedoskonałości. To niesprawiedliwe.

Rano dowiedziałam się, że odwiedzi mnie kuzynka, która kilka dni temu obroniła pracę magisterską, uszyłam dla niej dwie podkładki, większe niż moja - 17,5 cm x 17,5 cm. Moja ma 13,5 x 13,5.



Razem z kuzynką wybierała się do mnie siostrzenica, dla niej też uszyłam dwie podkładki.



Maja takie same wymiary, jak te dla kuzynki.

W końcu wzięłam się za torbę z kotami. Myślałam o niej już od jakiegoś czasu i dzisiaj wszystko mi się ułożyło w głowie. Napracowałam się. To, co innym zajmuje godzinę, mnie przynajmniej trzy. Ale warto było. Nie jest zapinana, mieści się w niej teczka formatu A4. Najbardziej męczyłam się z paskami. W środku mają sztywnik.

Przód i tył torby usztywnione są ociepliną i przepikowane. Poniżej pikowanki na kotkach.



Jest też mała kieszonka :-)


Wczoraj uszyłam też wierzchy sześciu poduszek, ale na razie nie mogę ich skończyć, bo nie mam ociepliny. Jedyny sklep, w którym ocieplina była w ciągłej sprzedaży, został zamknięty. Poduszki będą pasować do mojego patchworka. Za jakiś czas :-)



To jeszcze nie koniec. Pogoda za oknem straszy, że lata nie będzie, że zima nadejdzie szybko i to zaraz, więc wzięło mnie na choinki :-) Zrobiłam je według własnego pomysłu podgladając obrazek na blogu MTSA, będą następne.


Gdyby ktoś miał ochotę, schemaciki są tutaj :-)

niedziela, 21 czerwca 2009

Odyssey - stan na 21.06

Tytuł mówi sam za siebie :-)


Przepraszam za jakość zdjęcia, ale robione z lampą, skończyłam przed chwilą, słońce już zaszło.
Chciałabym zwrócić Waszą uwagę na pewien fragment, ten na górze po prawej. Najpierw trzeba całość wypełnić długimi ściegami najpierw w jedną stronę a potem w drugą tak, aby utworzyły siateczkę.


Potem pokrywa się tę siatkę drobnymi ściegami.



Robiłam ten fragment przez ostatnie trzy dni. Nie da się tego robić przy elektrycznym świetle, można stracić wzrok. Co ja piszę, nie da się, bo nie widać spodnich ściegów. To mój ulubiony fragment.

Teraz muszę wszystko symetrycznie odbić tak, żeby powstała lewa część pracy. To będzie nużące, ale dam radę :-)

sobota, 20 czerwca 2009

Barrick Samplers - Lydia C. Eichelberger

Niewiele udało mi się znaleźć na temat tego samplera, to chyba "reprint" :-) Sampler z serii Barrick, ale kim jest lub była Lydia C. Eichelberger - nie wiem. Mnie zauroczyły pawie.


Pierwsze zdjęcie z lampą, drugie bez a prawda nie leży nawet po środku :-)


Określenie "dumny jak paw" ma się do tych na szczęście nijak, są urocze, lekko śmieszne i przez to sympatyczne. A ja potrzebowałam czegoś łatwego i w miarę szybkiego po odwalonej wczoraj wielogodzinnej papierkowej robocie, która pozbawiła mnie zdolności myślenia na trudne i zawiłe tematy, rozważanie sensowności tego powiedzonka było w sam raz. Pawie w naturze mało mnie zachwycają, doceniam kolory, którymi zostały obdarowane w drodze ewolucji, tę rozrzutność natury, ale nic poza tym.

Haft robi się w miarę szybko, poszczególne elementy są miłe do wyszywania, bo tak szybko wypełniają kanwę i nadają jej kolorowego życia. Męcząca jest ramka, trzeba się zaprzeć, by dociągnąć ją do końca, ale miałam dzisiaj w pracy godzinkę przerwy, w czasie której mogłam tylko siedzieć i nic nie robić, ramka okazała się idealnym wypełniaczem czasu, dokończyłam ją. Większość haftu powstała wczoraj, spać położyłam się około drugiej. Ale warto było :-)

czwartek, 18 czerwca 2009

Robótkowy dzień

Zrobiłam sobie dzisiaj wagary, to znaczy nie poszłam do pracy. Żadna rewelacja, mój młodszy syn wagary ma w małym palcu, do szkoły nie chodzi już od trzech dni, w środę nawet miał zamiar się tam wybrać, ale nie udało mu się wstać. Ja wstałam dzisiaj wcześnie, nie zaspałam, ale uznałam, że skoro przez ostatnie trzy dni pracowałam o wiele dłużej niż przewidują normy, to należy mi się wolny dzień. Dzięki temu ubyło mi kilka haftów z szuflady. Uszyłam dwie poduszki. Pierwsza jest taka sobie, rozkręcałam się przy niej, do maszyny siadłam po rocznej przerwie wczoraj po raz pierwszy i szło mi tak sobie.



Tej poduszki chyba nie dam nikomu, bo mi wstyd.



Za to druga jest poprawna, kolorowa i wesoła, brakuje jej obszycia wokół, będę pertraktować z szefową kołderkowych poduszek, żeby ją wykończyła, mam nadzieję, że się zgodzi, bo na gładkim materiale nie potrafię szyć prosto, a nie chciałabym tej poduszki zepsuć.

Wczoraj uszyłam dwa woreczki. Pierwszy wisi w kuchni.


Mam zamiar wypełnić go suszonymi badylkami, nie wiem dokładnie jakimi, może jakieś kwiatki, może coś innego, nie wiem jeszcze, nic mi się nie rzuciło w oczy.


Drugi powiesiłam w łazience, wypełnię go czymś pachnącym :-)
Uszyłam też igielnik z pawia, jest absolutnie zwykły, musicie wierzyć mi na słowo, bo nie zrobiłam mu zdjęcia. Przede wszystkim jest duży i moje igły do haftu nie poniewierają się w czasie pracy na stole tylko, powpinane w pawia, czekają aż będą potrzebne. Może dzięki temu przestaną mi te igły ginąć i rzadziej będę je uzupełniać.

Prócz tego oczywiście Odyssey - mnóstwo drobnych ściegów.... to chyba jakaś choroba, bo ja te drobniuteńkie ściegi bardzo lubię :-)

Dopisane 19 czerwca

I jeszcze igielnik, rozpisałam się na jego temat w komentarzach :-)


środa, 17 czerwca 2009

Odyssey - o marszczeniach c.d.

Bardzo dziękuję Wszystkim, którzy razem ze mną myślą nad tymi marszczeniami. Po wypełnieniu fragmentu, który mnie tak zmartwił, wygląda to teraz tak:


W porównaniu ze stanem poprzednim, rozprostowała się tkanina w górnej części, marszczenia na drobnych ściegach pozostały, ale są nieco mniejsze. Niemniej widoczne. W najbliższym czasie postaram się skończyć prawą część pracy i zobaczę, jak to się komponuje w całości, czy pojawią się nowe marszczenia czy może stare nieco rozejdą. Nie mam wyjścia, to jedyny sposób, żeby zdobyć doświadczenie. Kosztowny i pracochłonny, ale innego nie ma. Jeśli coś Wam przyjdzie do głowy, to proszę piszcie.

Przy okazji, wczoraj oglądałam "Doktora House", a że nie potrafię siedzieć z pustymi rękami, zrobiłam pawia. To darmowy wzór Natashy Mlodetski, tutaj jest schemat.


Jest zrobiony na szarym lnie, dawno na nim nie wyszywałam i już zapomniałam, jaki jest "przyjemny" w pracy :-) To nie jest ironia, naprawdę dobrze się na nim wyszywa mimo, że liczenie nitek jest męczące. Użyte kolory - DMC 562 i 563, nieco ciemniejsze niż na zdjęciu.

wtorek, 16 czerwca 2009

Moje pomysły

Wprowadzam nową etykietę, bo te moje pomysły zaczęły się pojawiać. Nie chcę nazywać ich projektami, bo finezji w nich mało, ale może z czasem pojawi się coś, z czego będę naprawdę zadowolona.


To powyżej, to właśnie taki pomysł własny. Kanwa jest jasna, ecru ale bliskie bieli. Wieczorem trudno zrobić dobre zdjęcie, a nowy dzień jeszcze daleko. To zrobiłam z lampą. Zaczęłam tę pracę przedwczoraj, gdy skończyły mi się niektóre nitki do Odyssey. Użyte kolory, to DMC 3857 i 3328, Anchor 234 i 236.
Nitki na Odyssey kupiłam dzisiaj, więc pewnie wrócę do tej pracy, ale też zacznę próby z kordonkiem Anchor, w sklepie były kolory 292, 336 i 213 - delikatne pastele.



Może coś wymyślę i tym razem będzie to praca "mieszana", kordonek i mulina. Oczywiście, pojęcia nie mam, co to ma być :-)

niedziela, 14 czerwca 2009

Odyssey - porażka totalna!

Właśnie, poległam. Haft zmarszczył mi się okrutnie, siedzę i myślę, dlaczego. Na pewno brak mi umiejętności i doświadczenia. Ale starałam się bardzo. Więc może, to wina tamborka, który źle trzyma tkaninę? Nie mam lepszego, muszę koniecznie rozejrzeć się za jakimś porządnym.

Wrzuciłam duże powiększenie, w rzeczywistości ściegi są bardzo drobne, wyprucie nie wchodzi w grę. Poniższy fragment wyszedł dobrze.



Więc może to te drobne ściegi? Ale przecież jakoś się je robi? Nie wiem. Nie załamałam się i nie zrezygnowałam z tej pracy. Jestem zdeterminowana i zacznę raz jeszcze. Tylko zdobędę tkaninę i może inne nici?

Na pocieszenie zrobiłam dwie karteczki według własnego pomysłu. Kolory są cieplejsze niż na zdjęciach, nawet aparat mnie dzisiaj nie lubi.


Na tej karteczce poniżej siateczka naniesiona na granat (to jest właściwie szaro-niebieski) jest koloru jasnego złota, ślicznie się błyszczy :-)

sobota, 13 czerwca 2009

Niezobowiązująca karteczka


Zrobiłam ją dzisiaj, ale nad schematem pracowałam wcześniej. Na pewno już ktoś coś takiego wymyślił, ale ja te ściegi składałam w całość sama. Są proste, jeśli ktoś ma ochotę, to tutaj jest opis, jak ją zrobić. I zdjęcia z kolejnych etapów. Strona, do której podaje link, czasami nie działa, gdyby ktoś miał ochotę, mogę zdjęcia i schemat wysłać na maila :-)

Materiały:
kanwa typu aida 18ct
mulina Anchor 109, 120, 121, 123

Ważne - kanwa musi koniecznie być dobrze naciągnięta na tamborku!

czwartek, 11 czerwca 2009

Odyssey i wyróżnienie

Bardzo dziękuję Gackowej i Irence za wyróżnienie mojego bloga. Zgodnie z zasadami przekazuję wyróżnienie dalej

Ata za różnorodność
Niedzielka i jej Złota Pszczoła - za wspaniałości "szyciowe"

Krzysia (prowadzi dwa blogi 1 i 2) i Egunia zostały wyróżnione razem ze mną, ale ich blogi niezmiennie mnie inspirują, dlatego chcę wspomnieć również o nich.

A teraz, jak zwykle, o haftach. Dokładniej, o pewnym szczególnym hafcie. To Odyssey autorstwa Susan Portra. Kiedy zobaczyłam tę prace po raz pierwszy, uznałam, że jest dla mnie nieosiągalna pod względem technicznym. Myślałam z rozdziawioną buzią i zachwytem w oczach, tudzież z rozpaczą w sercu. Czas mijał, a ja co jakiś czas zaglądałam, analizowałam schemat, śniłam o nim po nocach. To needlepiont.
Nadal uważam, że nie dojrzałam jeszcze do tej pracy, ale postanowiłam spróbować, wyczuć tę pracę, "dotknąć" ściegów. Kilka needlepointów już na swym koncie mam, lepszych i gorszych, uznałam, że czas na pierwsze podejście. Bo będzie też drugie. O tym za chwilę.

Najpierw zdjęcia tego, co mam.

Ten fragment zrobiłam wczoraj.

Musiałam się koniecznie przekonać, jak to będzie wyglądać z koralikami. No cóż, moim zdaniem wygląda tak sobie. Bo określenie Ani P., że te koraliki jakieś takie kobyłkowate są, idealnie pasuje w tym przypadku. Koraliki powinny być wyszyte gęściej, ale się nie da, są zbyt duże mimo, że użyłam najmniejszych, jakie udało mi się kupić. Zostaną wyprute, nie wiem, czy znajdę mniejsze, na pewno w innym kolorze.



Nad tym fragmentem (zdjęcie powyżej) pracowałam dzisiaj. Zwróćcie uwagę na siateczkę. To są długie ściegi, najpierw pionowe, potem poziome, i na nich dopiero wyszywa się wierzchnią siateczkę. Uwielbiam ten fragment. Poniżej to samo, ale już z siateczką.


Jeszcze nie skończyłam, ale miałam gościa, więc zrobiłam sobie przerwę. Dzisiaj ten fragment skończę na pewno.

Poniżej rzut oka na całość, którą mam w chwili obecnej.


Uczciwość wymaga, żebym pokazała do czego zmierzam. Poniżej oryginał:



I już wiadomo, dlaczego moja praca, to pierwsze podejście. Bardzo chcę osiągnąć efekt, który widać na zdjęciu oryginału. To wymaga użycia nici Pearl Cotton #5, # 8, #12 , a także czegoś, co nazywa się Patina lub też (w zależności od wybranej wersji kolorystycznej) Neon Rays. Ja pracuje tylko muliną. Nie chciałam ponosić kosztów nie wiedząc, czy jestem w stanie te pracę wykonać. Dlatego moją wersję traktuję treningowo.

środa, 10 czerwca 2009

Anagram Round sampler

Po skończeniu porcelanki wróciłam do samplera. Pomijając ramkę, zostało niewiele, dzień pracy i gotowe. Nie zrobiłam tego w trzy dni, od czasu do czasu sięgałam po niego.



Cały urok samplerów tkwi w ich różnorodności, w tym, że dorabiamy kolejny element, który mógłby stanowić zamkniętą całość.



I tak jest z tym samplerem z wyjątkiem ramki. Jest straszliwie, straszliwie nudna. Składa się z 24 elementów, nie są identyczne, ale i tak nudne. Wymyśliłam, że skoro brakuje 16, to na każdy przeznaczę 2 dni. W ciągu miesiąca miałabym tę ramkę gotową.

I jeszcze kilka zbliżeń na fragmenty:




Kogucik powstał niedawno :-)


A kaczka i kot już dawno, ale bardzo je lubię :-)



Kiedy zaczynałam tę pracę, mój młodszy syn zapytał mnie, czy wiem, co oznacza słowo sampler, pomyślałam, że właściwie nie, a on na to, że to wzornik. Zadziwił mnie. Okazuje się, że takie wzorniki pojawiają się przy tworzeniu własnych plansz do gry, z boku umieszczona jest paleta z elementami, spośród których można wybierać, co ma się na takiej planszy znaleźć. No i nazwał mój haft paletą :-) W sumie się zgadza. Czyli wyszywam wzornik - paletę :-) Rozbawiła mnie też myśl, że coś nas (mnie i mojego syna) łączy (prócz pokrewieństwa rzecz jasna), niby odległe zagadnienia a proszę, dogadaliśmy się :-)