niedziela, 26 września 2010

Frywolitkowe serduszko

Kolczyki chwilowo porzuciłam, bo wędrując p0o internecie natrafiłam na wzór serca i poszłam za ciosem :-)


I jeszcze na ciemnym tle:


Zrobione z polskiego kordonka z Ariadny, 30 tex x 6 (100g/525m).

Kolczyki dostanie dziewczyna Młodego, mam nadzieję, że się jej spodobają. Chciała granatowe, ale nie udało mi się kupić nitki w tym kolorze, tzn. była, ale piątka, zdecydowanie za gruba.
Wiem, że one są na razie takie sobie, ale chyba już można się w nich pokazać :-)

sobota, 25 września 2010

Kolczyki

Moje uczenie się frywolitek jest całkowicie pozbawione sensu i logiki, bo ja nie lubię frywolitkowych serwetek, nie noszę biżuterii... no cóż, logika musi sobie z tym jakoś poradzić, bo nie odpuszczam :-)

Dzisiaj kolczyki. Zrobiłam pięć par, ale pokażę cztery. Pierwszej treningowej lepiej, żeby nikt nie oglądał. To tak w trosce o oglądających.



Wszystkie zrobione Aidą 15 ( 310m/5g). Zamierzam popełnić kolejne i na pewno się nimi pochwalę :-)

piątek, 24 września 2010

Drobne postępy

Dziękuję bardzo Wam Wszystkim :-)

Ania Kankanka, używam tych serwetek na co dzień. Oczywiście kilka wykrochmalonych i naciągniętych leży sobie w szufladzie i czeka ale nie dlatego, że są chronione, czekają na wolne miejsce i na swoją kolej :-)

Ann_margaret, sporo czasu spędzam teraz w pociągach, około 8 godzin w tygodniu, do tego dochodzą korki w mieście, nauczyłam się wozić robótkę w torebce, serwetki idealnie nadają się do miejskich autobusów.

Skończyłam mój mini samplerek, proszę bardzo, prawdziwe maleństwo.


Trochę kolorystyka nie w moim stylu, za mało łagodna, ale coś z tego uszyję i tkaninami ją (kolorystkę :-)) złagodzę.

Frywolitka, robię postępy, a jakże ;-) Nieco na wyrost chwalę samą siebie, ale supła mi się już znacznie łatwiej, nierówności są, ale mniejsze. Pozostaje mi teraz popracować nad naciągnięciem nitki, bo nieco miękkie te moje frywolitki, ale to pewnie kwestia dobrania igły do grubości nitki.


Są jeszcze kolejne serwetki, w sumie trzy. O jednej zapomniałam poprzednim razem, a dwie muszę jeszcze upiąć. To może niech sobie poczekają grzecznie na kolejny post, będzie komplecik :-)

niedziela, 19 września 2010

Serwetki i sampler - maleństwo :-)

Najpierw serwetki.

Ananasowa, bo bardzo lubię ten wzór. Średnica jakieś 57 cm. Niby łatwa, tylko te długaśne łańcuszki, myliłam się w liczeniu, spadały mi oczka z szydełka, ale dobrnęłam do końca i mam :-)


Patchworkowa, jakieś 29 x 29 cm, 9 elementów środkowych. Spodobał mi się efekt środkowych kwiatuszków, które powstały w wyniku naciągnięcia serwetki.


Zielona, średnica około 23 cm. Przed naciągnięciem tez była ładna, taki kwiatuszek ;-)


I tyle serwetek na razie. Kolejne trzy, tak myślę, za jakiś czas, bo raczej się im nie oprę :-)

Jakiś czas temu, sama nie wiem czemu, ot tak bez specjalnego pomysłu, uszyłam taką zawieszkę.
Biała na tle białych drzwi, nie rzuca się zbyt mocno w oczy i to mi się nawet podoba. Ot, taki drobiazg :-)


I samplerek :-) bo samplerem trudno to nazwać. Wymiary gotowego haftu to 10,8 x 8 cm. Mam nadzieje skończyć go dzisiaj, ale teraz już muszę zabrać się za obiad, więc nigdy nie wiadomo, kiedy znów uda mi się usiąść do haftu. kupiłam kilka dni temu czeską kanwę. Ma bardzo wyraźne dziureczki, policzyłam, że to tak jakby kanwa 18 ct, ale nie do końca, bo na cal wychodzi około 17, 64 krzyżyka, zatem do 18 ct odrobinke jej brakuje. Dla mnie kanwa 18 ct jest właściwie nieosiągalna, bo nie widzę kratek, ta jest na tyle wyraźna, że daje radę. No i jednocześnie dziurki nie są zbyt duże, podwójna mulina dobrze je zapełnia. Gotowy efekt mam nadzieje pokazać za kilka dni. Wybaczcie jakość zdjęcia, ale dzień jest pochmurny, a przy lampie jest o wiele, wiele gorzej.



Wzór Nancy Sturgeon "The flower fields sampler".

sobota, 18 września 2010

Frywolitka

Dziękuję za miłe słowa na temat moich serwetek.

Nie porzuciłam haftu, tak naprawdę, to porzuciłam szydełko na rzecz haftu. Szydełkową technikę opanowałam najpierw, jeszcze gdzieś tam w szkole podstawowej, zaraz potem były druty, haft dużo, dużo później. A ponieważ mam teraz gdzie układać moje serwetki, zawieszać szydełkowe firanki, zazdrostki... to wróciłam. Co prawda za haftem już mi tęskno, ale, ale.. dostałam wzory trzech kolejnych serwetek, trochę mi trudno tak ich nie zrobić ;-)
Mam kolejne upięte szpileczkami, no i kolejne cztery gwiazdki, ale na razie schną. Jutro mam nadzieje znaleźć chwilę i porobić im zdjęcia.

Na razie pokazuję motyla. Przypięłam go szpileczkami.

W najszerszym miejscu ma ponad 30 cm :-)

Dokładam z boku spis blogów i stron dotyczących szydełka.

I tytułowa frywolitka. Wszystko dzięki Acie. Ata ma dar uczenia innych. Chciało się Jej łopatologicznie wyjaśnić krok po kroku kolejne elementy tej techniki (frywolitka igłowa), zatem i ja dołączyłam to fanek frywolitek. Ata, bardzo, bardzo Ci dziękuję. Dawno, dawno temu poznałam frywolitkę czółenkową, jakoś się nie polubiłyśmy. Sama nie wiem czemu. Igłowa nie jest wcale taka najłatwiejsza, czeka mnie teraz trening, no bo tu krzywo, tu się coś skręca, pikotki nierówne, ale dobrnęłam do końca :-)

Zdjęcie zaraz po skończeniu.

A tutaj KURSIK ATY
Gorąco polecam!

piątek, 10 września 2010

Koronki, lawenda, laskowe orzechy...

Zaczynam od koronek. Tak trochę na wyrost używam tej nazwy, ale zobaczcie, żółty komplecik jest naprawdę koronkowy :-)
Najpierw wszystko razem


Żółty komplecik (bardzo delikatny żółty, w kolorystyce anchora to chyba numer 300, albo oś koło tego)


i każda z osobna:

średnica około 30 cm


wymiary ok. 26 x 26 cm

wymiary ok. 40 x 40 cm

Ta ostatnia jest moja ulubioną, późny wieczór spędziłam szydełkując przy moim ulubionym stoliku w ulubionym miejscu :-)

Z resztek grubszej żółtej nitki powstała taka oto - chyba podstawka pod wazon :-) - średnica 23 cm


Biała serwetka moim zdaniem jak najbardziej zasługuje na nazwę "koronkowa", wymiary ok. 52 x 52 cm.



Owalna oliwkowa, jakieś 65 x 40 cm.


Dość kosztowna, bo to bawełna anchor, grubsza, nr 5, musiałam kupić dwa kłębki po pięć dkg a jeden kosztuje u mnie 15 złotych. Ale warto.

Z resztek wciąż powstają kolejne gwiazdki, tym razem białe


Zebrałam też i susze lawendę, pojęcia nie mam czy dobrze, ale tak widziałam na zdjęciu w internecie. Jak się ususzy i będzie pachnieć, to może w końcu dorobię się zapachowych woreczków.


I laskowe orzechy. W moim/nie moim ogrodzie ( nie jest mój ale mogę z niego w pełni korzystać, więc korzystam :-)) rosną młode leszczyny, po raz pierwszy na śniadanie jadłam musli ze świeżymi laskowymi orzechami... życie bywa zaskakujące w bardzo miły sposób :-)




środa, 1 września 2010

Co to ja lubię....

Oj, mnóstwo rzeczy. Ania dała mi możliwość myślenia o tym, co lubię. Najpierw chciałam to jakoś uszeregowć, co to ja lubię najbardziej... ale potem pomyślałam, że nie, że niech będzie po kolei, jak mi sie w głowie pojawi... i tak wszystkiego nie napiszę :-)

Lubię:
1. zwyczajność i normalność, dzień domowy z drobnymi życzliwościami...
2. telefony od moich synów zaczynające się od słów "mamo, musisz to koniecznie wiedzieć..." i już nie pamiętam zdarzenia, o co chodziło, pamiętam śmiech, radość i zapominam, że już zasypiałam...
3. uczucie, jedyne w swoim rodzaju, gdy trzymam w ręce dopiero co odcięty kawałek kanwy, motek włóczki, nie rozpoczęty kordonek...
4. eksperymentować
5. ciszę
6. ciszę przed koncertem a potem pierwsze dźwięki
7. herbatę - białą lub czarną (białą piję pisząc ten post) - czystą bez dodatków
8. poranki przy kawie i robótce...
9. blaty kuchenne idealnie czyste - wiem, ni z tego ni z owego, ale nie macie pojęcia jakie to dla mnie ważne :-))))
10. wiśnie

Chciałabym wiedzieć, co lubicie, tak się jakoś dobrze składa, że o tym piszecie :-)