niedziela, 31 października 2010

Zimowy Sal 2010 - postępy są ;-)

A jakże. Dziękuję za wsparcie kolorystyczne, macie rację, zieleń nadaje się jak najbardziej. Dzisiaj widać, że ośnieżony dach jest ośnieżonym dachem, choinka choinką... a ciąg dalszy pokaże resztę. Zdjęcie znacznie lepszej jakości niż to poprzednie ;-)


Przy okazji pokażę Wam w jak cudnych okolicznościach wyszywałam. Halny sprawił, że miałam piękny słoneczny widok i było mi po prostu ciepło :-) Ogród nadal wygląda tak, jakby zimy miało nie być. Tylko róże już przekwitły, do wazonu włożyłam miętę, lawendę, gałązkę róży, bukiet ginie na tle zieleni ogrodu ale ja spogladam na niego z przyjemnością. Aż trudno uwierzyć, że szykuję świąteczne ozdoby :-)

poniedziałek, 25 października 2010

Zimowy SAL 2010

Zanim napiszę słów parę o wspólnym haftowaniu, chcę bardzo podziękować za Wasze uwagi, one dodają skrzydeł. Mamy różne gusty, to oczywiste, ale fajnie spotkać osoby, które jak ja lubią szydełkowe prace, haft ...itd. Nie do końca rozumiem, na czym to polega, ale mnie świadomość, że jesteście, zaglądacie, sprawia mi przyjemność, sprawia, że czuję, że należę do pewnej życzliwej sobie grupy osób... :-)

A teraz o SAL-u. Tutaj szczegóły. Jak ktoś ma ochotę, jeszcze zdąży. Ja tam ochotę miałam natychmiast. Wybrałam tę oto pracę, po długich poszukiwaniach (!!!):


ale zmieniłam kolorystykę na Anchor 846 (zieleń, taka ni to leśna, ni to nieco inna :-) ). Byż może ryzykownie. Trudno bedzie Wam ocenić, bo chwilowo padły akumulatorki i zdjęcie pierwszego fragmentu zrobione jest telefonem komórkowym


Docelowo praca ma mieć około 250 x 90 krzyżyków, kanwa, to 14 ct, zatem to nie będzie maleństwo, niemniej raczej się nie przemęczę.

Przy okazji zdjęcia telefonem komórkowym wspomnę słów kilka na temat Młodego. Tak mi się przypomniało, bo to on zdjęcie robił. Zdał maturę, co uważam za obrazę polskiej szkoły, studiuje informatykę. Chwilowo systematycznie chodzi na zajęcia, w tym wykłady, wraca zachwycony, bo nagle wszystko rozumie, zadania rozwiązuje, bywa, że do pierwszej w nocy. W tę odmianę tak do końca nie wierzę, na razie odpoczywam i zbieram siły, bo czas pokaże, czy to faktycznie koniec moich utrapień edukacyjnych.

niedziela, 10 października 2010

Różnorodnie

Zacznę od serwety. Średnica ponad 60 cm. Zrobiona jakiś czas temu, ale czekałam na złączenie dwóch kawałków styropianu, żeby dało się ją upiąć. Prócz niej gotowa jest jeszcze jedna, niestety brakło mi miejsca i szpilek, zatem następnym razem.


Na zdjęciu widać zmarszczenie, to skutek nierównomiernego wysychania. Nie widać tego tak bardzo w rzeczywistości, ale muszę uważać następnym razem, gdzie zostawiam ją do wyschnięcia.

Ta poniżej to zaległość, zapomniałam pokazać poprzednim razem. Bardzo podoba mi się w niej motyw ząbków.


Pozostanę przy szydełku i pokażę początek mojej przygody z koronką brugijską. Zainteresowanych odsyłam tutaj po bardzo ładny przykład
Koronek Czar
Ale wpiszcie nazwę w wyszukiwarkę a zobaczycie prawdziwe arcydzieła.

To coś w rodzaju tasiemki ułożonej we wzór. Zaczęłam już jakiś czas temu, ale ten typ koronki nie dawał mi się łatwo ujarzmić. Prułam i prułam. W końcu wyszło coś w miarę sensownego. To pierwsza całkowicie skończona serweteczka w tej technice.

Daleka od doskonałości, no i prosta.
Potem zrobiłam tę z polskiej Kaji:

Za jakiś czas mam nadzieje pochwalić się bardziej skomplikowanymi wzorami, bo urokowi koronek brugijskich uległam dawno temu i bardzo, bardzo mocno.

Szydełko wciąż mi towarzyszy, musicie uwierzyć mi na słowo, firanka coraz dłuższa, na święta bardzo chciałabym powiesić ja w oknie.

Teraz krzyżyki. Zastanawiałam się, czy tak pisać o wszystkim w jednym poście, ale jest październik, mam naprawdę dużo pracy w pracy, sporo też złych emocji i nie wiem, kiedy znów uda mi się znaleźć czas na robienie zdjęć czy napisanie posta. To powyżej to też wytłumaczenie, dlaczego nie wzięłam udziału w kołderkowym konkursie. Oprócz tych niedobrych rzeczy dzieje się u mnie wiele dobrych, i jest ich znacznie więcej. Zauroczona nimi wszystkim a i przejęta problemami pracowymi z łatwością odmówiłam udziału w powyższym konkursie i po jakimś czasie zrobiło mi się zwyczajnie wstyd. Poczułam coś na kształt zdradzenia przyjaciół. A przecież kołderki były, są i będą dla mnie ważne. Zatem po ponad rocznej przerwie wyhafciłam trzy kwadraciki i oczywiście zrobię kolejne.





I hafcik dla mnie.


Zrobiłam go dla tych "wisienek na torcie". Bladoniebieski w jasnej obwódce i na koniec wisienkowe wisienki i serduszko. Olbrzymia przyjemność!

No i tyle, do następnego razu :-)