wtorek, 1 listopada 2011

Prawie jak co dzień

Będzie w punktach, bo lubię porządkować rzeczy i myśli.

1. Kiszenie warzyw. Pisałam o tym jakiś czas temu, nie odpowiedziałam no jedno z pytań, bo czekałam co z tego kiszenia wyniknie. Skład moich warzyw: buraczki, seler, marchewka, cebula, czosnek, ale muszę dodać, że przeważały buraczki. Tak naprawdę to jest jeden wielki eksperyment. Najpierw przepis a właściwie wariacja na temat :-)

Warzywa (z wyjątkiem czosnku) potarłam na wiórki (użyłam malaksera z odpowiednią, tarczą)wymieszałam,
dodałam soli wg uznania (próbowałam, mieszanka była lekko słona),
dodałam ziół (majeranek i tymianek),
gniotłam, gniotłam (w rękawiczkach!) aż pojawił się sok,
przełożyłam do słoja mocno ubijając tak, by cały czas wyciskać sok,
na koniec przygniotłam słoiczkiem wypełnionym wodą i zostawiłam na tydzień.

Sok wydziela się nadal, wypływa, trzeba słój postawić w czymś (ja w garnku), bo jak zalejecie sobie kuchnię, to już chyba tylko remont. Nadmiar soku zlewałam do słoiczka i do lodówki, długo tam nie stał, bo wypijałam.

Po tygodniu przełożyłam do słoików, dbałam, by na wierzchu był sok, pod zakrętki dałam folię i przeniosłam do chłodnego miejsca.

Część tych warzyw zostawiłam w dzbanku w kuchni właśnie na sok. Przez trzy dni odcedzałam, dolewałam przegotowanej wody (porządnie mieszałam i ubijałam) a sok wypijałam. Podobno zdrowe, ale ja to lubię i to jest dla mnie najważniejszy i jedyny argument. Mam zamiar przekładać warzywka do dzbanka i produkować sok do wyczerpania warzyw a potem od nowa.


2. Zakwas. Się robi, jak się uda, to się pochwalę :-) Trzymajcie kciuki. Robię tak samo, jak Penelopa - tutaj.



3. SAL idzie do przodu, nie pomyliłam się, wszystko się zamknęło, proszę bardzo.


4. Dzisiaj nie sposób nie wspominać. Więc wspominam. Mojego Tatę, którego zdjęcie towarzyszy mi na co dzień. Często rzucam na nie okiem, czasami coś w myślach zagadam...









9 komentarzy:

  1. ło matko ... ale szybko zrobiłaś już taki kawał :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobra z Ciebie kucharka, piękny SAL.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale boski ten Sal ,A ja żeby nie było robię sweterek z reniferem !!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Podziwiam Cię za te kulinarne poczynania. Ja nie mam do tego cierpliwości :D
    A co do haftu - oj, znam tę radość, kiedy wszystko "się zamknie" :D
    Już wygląda super!

    OdpowiedzUsuń
  5. śliczne sal... tyle ze moje jest robione granatową nitką :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przyglądam się tym Waszym SALom i coraz bardziej mam ochotę na zrobienie takiego:)Co robisz z tymi ukiszonymi warzywami oczywiście oprócz soku,do czego ich używasz ?:))

    OdpowiedzUsuń
  7. Bozenas, zjadam jako surówkę. Dodaję trochę kapusty kiszonej, ziół i gotowe. Można z cebulką, z odrobina oliwki... jak kto lubi. Ale trzeba się napracować szczękami, bo buraczki tak łatwo nie miękną.

    OdpowiedzUsuń