wtorek, 20 września 2011

Słów kilka...

Ania uświadomiła mi przed chwilą, że nie odzywam się już od ponad miesiąca.
Nie odzywam się, bo jednocześnie finiszuje i startuję. Nie ja jedna jestem zalatana, wiem, ale do bloga to trzeba tak z duszą podejść a nie na odczepnego.

Usiłuję przewieźć dobytek gromadzony przez lat kilkadziesiąt, ulubione przedmioty, książki, ubrania... I te mniej ulubione, ale wciąż dobre, żeby urządzić im wyprzedaż.

Zamykam ostatnie sprawy w pracy, wymyślam stronę internetową, żeby zacząć zawodowo działać, zanim znajdę jakąś posadę w nowym miejscu, staram się ogarnąć (logistycznie rzecz jasna) remont łazienki i WC w mieszkaniu moich dzieci, układam, sprzątam, przenoszę, ale też czytam, drutuję (teraz ponczo, skończyłam sweterko-żakiecik i tunikę sznurowaną), oglądam filmy, zamartwiam się, no bo wciąż jestem mamą i mamy tak mają, zrobiłam sałatkę z buraczków na zimę, bo buraczki uwielbiam...

I w zumę gram na facebooku :-)

Mam mnóstwo problemów, kłopotów i chyba jestem szczęśliwa i zatroskana jednocześnie, tak po ludzku i po prostu :-)

Serdecznie Was pozdrawiam!