czwartek, 27 października 2011

A dzisiaj upiekłam chlebek :-)

Zarażona przez Penelopę (zajrzyjcie koniecznie - klik klik) upiekłam i ja. Nie tak dobry jak jej chleb, ale mąkę żytnia kupiłam i spróbuję wyhodować sobie zakwas.


A na razie użyłam drożdży piekarskich, kilogram mąki chlebowej, szklankę otrąb orkiszowych i szklankę ziaren słonecznika, do tego 800 ml wody, wymieszałam, poczekałam 15 minut aż lekko wyrośnie, przełożyłam do foremek wysmarowanych tłuszczem, poczekałam aż wyrośnie porządnie (około godziny), w międzyczasie spryskiwałam wodą, a potem piekłam 45 minut (temp. 220st) i mam! Dwa bocheneczki.


Pychota!

środa, 26 października 2011

SAL 2011 - część druga - plus kuchenne zajęcia

SAL posuwa się do przodu małymi kroczkami, w tej chwili, dosłownie w tej, bo zdjęcie zrobione tuż przed napisaniem tej notki, wygląda tak:


Czasami się zagapiam i zamiast renifera pojawia się jeleń na rykowisku, proszę bardzo:


Oczywiście pruję, no bo cóż mi pozostaje.
Była też zabiedzona krowa zamiast renifera, ale wyglądała tak żałośnie, że unicestwiłam ją na wieki bez fotki.

Poza tym kuchennie. Upiekłam drożdżowe pierogi z pieczarkami, miały być na obiad, ale nie dotrwały.


Z reszty ciasta zrobiłam takie coś, posypane ziołami, posolone, pyyyyyszna przekąseczka, zniknęła błyskawicznie.


Pokusiłam się w tym roku o samodzielne ukiszenie kapusty według tego przepisu. Przez tydzień kapusta kisi się w worku odpowiednio posolona i wymieszana z marchewką


a potem przekładamy ja do słoiczków.


Zaglądam do tej kapusty codziennie, wygląda dobrze, pachnie dobrze, mam nadzieje, że się uda.
Prócz tego w słojach kiszę na zimę mieszankę warzywną (buraczki, seler, marchewka, cebula i czosnek, wszystko to doprawione ziołami), pojęcia nie mam, co z tego wyjdzie, zapach ma dobry, sok przepyszny (można go sobie codziennie podpijać, dla mnie to wielka frajda), możliwe, że dorobię się fajnych warzywek kiszonych na zimę. Za trzy dni wszystko się okaże. Wtedy też zrobię im fotkę :-)

piątek, 21 października 2011

SAL 2011 - część pierwsza

Złamałam się jako ten suchy badylek, porzuciłam kurę i zabrałam się za Świąteczny SAL 2011. Nie zdzierżyłam i tyle.

Materiały - tkanina hardangerowa biała, mulina Anchor 382.
Jest tyle :-)


Zdjęcie z lampą błyskową, miałam nadzieję, że cieplejsze:


I jeszcze bałagan na moim stoliku


i rzut oka na moje ulubione miejsce pracy po króciutkim sprzątaniu :-)

Ciąg dalszy nastąpi, na pewno! Plany hafciarskie bożonarodzeniowe mam w tym roku ogromne i część z nich zrealizuję.

czwartek, 20 października 2011

Tunika

Tunika zrobiona dawno, ale w końcu wypakowana i mogę pokazać :-) Idealna dla chudzielców, ale dla tych chudych inaczej, tez niezła :-) Rękawki 3/4, bo długie mnie irytują i wciąż je podciągam.



Zbliżenie na sznurowania przodu, nadal sznurowanymi przodami jestem zauroczona i pewnie za jakis czas znów coś podobnego powstanie.


Włóczka Rozetti First Class, skład 50% wełna merino, 50% mikrofibra.

niedziela, 16 października 2011

Oprawy haftów i okna :-)

Zasypuję Was dzisiaj postami, ale skoro udało mi się dopaść aparat - nadrabiam zaległości.

1. Dolny obraz wypełnił pustkę pod górnym. Haft już kiedyś pokazywałam, teraz pokazuję passe partout. Jest zrobione z tkanin, ciemny kolor to len, jasny to bawełna. Obok tych obrazów mam kawałek pustej ściany, zastanawiam się nad wykonaniem Świątecznega SAL 2011 w tej kolorystyce. Jeszcze myślę, ale skłaniam się w tę stronę coraz bardziej.

Zbliżenie na dolny, trochę kiepskie, wiem.



2. Tym razem górny obraz stał się towarzystwem dla dolnego, stąd passe partout w takich odcieniach. To też tkaniny. Zastanawiam sie nad przemalowaniem ramki na ciemną zieleń.



3. Tan haft też już znacie. Oprawa, a jakże tkaninowa. A ramka? Znaleziona na strychu, wyszlifowana papierem ściernym, pomalowana i gotowe :-)



4. Okno już pokazywałam, ale zdjęcie było absolutnie nieudane, dlatego pokazuje ponownie.

Firana, to szyfon. Kupiony na wyprzedaży po 8 złotych za metr - interes życia zrobiłam :-)



sobota, 15 października 2011

Ponczo

Ponczo zostało skończone jakiś czas temu - dzisiaj ma swoja premierę :-) Ma same zalety - jest lekkie, ciepłe, przemiłe w dotyku... Włoczka, to Moher Lux firmy Himalaya (ten sam, z którego zrobiłam tę chustę) połączony z akrylem tej samej firmy (Naddie, 369m/100g).




Dół obrobiłam szydełkiem, potem dowiązałam frędzle - cztery nitki akrylu i jedna moheru złożone na pół.



Stójka - golfik zrobiona jest szydełkiem.


Zrobiłam z czterech części, które potem zszyłam. Zaczęłam od nabrania 84 oczek i po jednej stronie spuszczałam co cztery rzędy dwa oczka, dokładniej - raz na cztery rzędy przerabiałam razem 3 oczka.


I jeszcze haft. Robi się :-)



Koszyczki - ciąg dalszy

Dzisiaj koszyczków ciąg dalszy. Ten poniżej ma wymiary 25 cm x 15 cm x 15 cm. Tak mniej więcej, bo rzeczywistość odrobinkę rozminęła się z planami :-)



Na koszyczek zszyłam dwa prostokąty - jeden naszyłam na drugi.


Poniżej metalowy szkielet koszyczka.


Szkielet obkładamy tkaniną i zawiązujemy wstążeczki, tasiemki... Można z tym zawiązywaniem pokombinować, bo jeśli zawartość jest ciężka, to tkanina się wyciąga. Wtedy warto wstążeczkę przepleść pod dolnymi krawędziami.


Mój koszyczek jest jednym z dwóch z kompletu. Ten poniżej, to prototyp (jest też większy - 25 cm x 30 cm x 15 cm). Za mało założyłam tkaniny za krawędzie i niestety musiałam dorobić guziczki, inaczej wszystko się rozłaziło.


piątek, 14 października 2011

Zeberek - sklep pełen zabawek


Dla tych, którzy szukają zabawek mądrych. Bo dzieci powinny się bawić, bawić i bawić... Fajnie bawić. Zajrzyjcie tutaj. Aż żal, że moje dzieci już dorosłe, ale z nadzieją na kolejne pokolenia, zaglądam do Zeberka z przyjemnością :-)

środa, 12 października 2011

Koszyczki

Ogarnęłam się, choć nie do końca. Sporo rzeczy mam jeszcze w pudłach, ale już jest niemal normalnie. Nie miałam pojęcia, że posiadam aż tyle rzeczy. A tu proszę, niespodzianka.
Przeprowadzka, to jednak straszna mordęga!

Postanowiłam od dzisiaj nadrobić zaległości blogowe i z przerażeniem odkryłam, że mój aparat do torby włożyłam jedynie w wyobraźni, a miejscowy jest chwilowo nieczynny. Niemniej zaczynam. Uszyłam koszyczki. Te poniżej pojechały do Opola i tam zostały obfotografowane telefonem komórkowym.




Są dość prosto zrobione, pospawane pręty i na to tkaninowy koszyczek. Zajrzyjcie do środka :-)



Mam tych koszyczków jeszcze pięć. Jak tylko uda mi się zdobyć jakiś aparat, obfotografuję taki koszyczek rozebrany na czynniki pierwsze, może ktoś zechce taki dla siebie uszyć :-)