niedziela, 26 lutego 2012

Wzór, pomóżcie :-)


jeśli ktoś wie, jak to zrobić, bardzo proszę o pomoc :-)

Quaker Diamond - przerwa!

Chwilę wcześniej zdjęcie w cieniu

zdjęcie słoneczne

i chwilę później, gdy zorientowałam się, że popełniłam błąd.


Praktycznie cały ten kwadratowy element jest do wyprucia, niewielkie fragmenty, które mogłyby zostać i tak przy tym pruciu zostaną naruszone. Muszę pomyśleć, pruć? Zaczynać od nowa? Nie wiem. Najpierw posprzątam, ugotuję obiad, zrobię pranie... nie wiem, co jeszcze. Mogłabym pomalować kominek raz jeszcze, bo zimowy pył zostawił na nim ślad, ale to może jeszcze nie teraz, niskie temperatury wrócą, jeszcze się zapyli...

Błąd jest efektem emocji i chwilowej dekoncentracji. Zmieniłam kolory, wyprułam kilka elementów, zachwyciłam się samą sobą... i mam za swoje. Zawsze, gdy wpadam w samouwielbienie, robię coś tak idiotycznego, że tylko ręce nade mną załamać.

Z kronikarskiego obowiązku poniżej pierwszy fragment przed zmianami i po.



Muszę odpocząć.

piątek, 24 lutego 2012

Quaker Diamonds

Wszystkich, którzy czekają na kurę, co to ją miałam skończyć - PRZEPRASZAM. Kury nie będzie. W każdym razie nie teraz. Nie zamierzam jej kończyć, ale mam ochotę mieć. Popełniłam tyle błędów w trakcie wyszywania, że zmuszanie się do skończenia byłoby masochizmem. Prawdę mówiąc, ulżyło mi i tyle :-)

Zaczęłam Quaker Diamonds. Chodzą mi po głowie kwiatki z serii botanicznej (moim ulubionym jest oset, jedyny, który nigdzie mi nie pasuje :-)), ale Quaker zwyciężył. W oryginale wyszywany jest cieniowana muliną, ja skorzystałam z przeliczenia na DMC i poniosłam porażkę, zupełnie bezmyślnie machnęłam kilka fragmentów i oprzytomniałam. W głowie miałam haft typu ósmy cud świata a spod igły wyłonił się widok aż nadto pospolity. Zdumiałam się bardzo, nie efektem a własną głupotą. I postanowiłam coś z tym fantem zrobić. Na zdjęciach widać poprawki mojego pomysłu, na wyszyte fragmenty (podwójną nitka muliny) nakładam ścieg raz jeszcze, tym razem pojedynczą nitką. I to co wychodzi zaczyna mi się podobać.

Tyle mam na razie.
Dolny fragment, na mulinę DMC 921 nakładam DMC 3858. Nad niebieskimi i żółtymi elementami też pomyślę.

Poniżej zdjęcie bez lampy.
A tu zmiany wprowadzone w górnym fragmencie. Możecie porównać, jak było na początku a jak jest teraz (Anchor 1001, na to DMC 223).

Na koniec podrzucam link do oryginalnych nici, można się zakochać.
1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13
A tu wszystko, co tylko chcecie - kolorowy zawrót głowy.

W każdym razie po dwukolorowym big samplerze aż oczy mi się śmieją do tej ilości kolorów :-)


środa, 22 lutego 2012

Anagram - Round Sampler - skończyłam

dzisiaj punktualnie o 21.00. Już nie chcę pamiętać, że tyle czasu go wyszywałam, najważniejsze, że jest, że ramka (raczej ramiszcze!) się robi, że wiem, co będzie z nim dalej. Światło takie sobie, bo na zewnatrz ciemności, ale nie wytrzymam do jutra, pokazuję dzisiaj.

Zdjęcie bez lampy

i z lampą
a prawda gdzieś pośrodku, chociaż chyba jednak bliżej tego bez lampy.

I teraz mam pytanie. Błagam, nie dziwcie się, tylko podpowiedzcie, jak się takie hafty pierze? Pierwszy raz jestem zmuszona wyprać haft, bo po tylu latach zwyczajnie mu się to należy. Wiem, że kanwę najpierw należy obrzucić (wyendlować), ale co potem? Jaki proszek? Płyn? Jaka temperatura? W czym płukać, dodać środek zmiękczający czy też absolutnie nie...
Kanwa jak widać bardzo jasna kawa z mlekiem, w dodatki cieniowana. Muliny DMC, raczej dobrego gatunku.

niedziela, 19 lutego 2012

Profesor Władysław Bartoszewski

dzisiaj obchodzi 90 - lecie urodzin.
Przeszukując internet natraficie na wiele jego tekstów, wywiadów.

Miałam okazję słuchać go na żywo, utkwiły mi w pamięci dwa zdania powtarzane też w innych sytuacjach i przy innych okazjach. Pierwsze, że na ojczyznę nie można się obrażać, trzeba się nią cieszyć i być z niej dumnym. A drugie, to tytuł jednej z Jego książek "Warto być przyzwoitym" - motto życia, sposób na to życie.

Życząc Panu Profesorowi wszystkiego, co dla Niego najlepsze, czuję też wdzięczność, za mądre korzystanie z daru posługiwania się słowem, za możliwość słuchania go, czytania...

sobota, 18 lutego 2012

Płaszczyk wiosenno - letni - skończyłam

Tak sądzę :-)
Najpierw rzut oka na całość


i na szczegóły.
Przód:
guziczki i plisa:
Wzór opisywałam poprzednio, ale przypomnę, trzy słupki i oczko. Zaczęłam od 279 oczek, potem jeden rząd półsłupków i 70 motywów (to uznajemy za rząd pierwszy). Pierwszy słupek zastępowałam trzema oczkami łańcuszka, w ostatnim motywie po trzech słupkach oczka nie było, co mam nadzieję, jest oczywiste :-) Na talię ujmowałam oczka następująco: pierwsze trzy rzędy bez ujmowania, potem gubiłam z każdego boku dwa oczka na trzy rzędy pięć razy (ubyło 20 oczek), potem na każdym boku gubiłam po dwa oczka co dwa rzędy tak długo, aż zostało mi 46 motywów. Do pachy 18 rzędów. Gubienie oczek na zdjęciu poniżej:
Wykrój na pachę zrobiłam po swojemu. Ujmowanie oczek na drutach ukrywa się łatwo, mnie w szydełkowych ciuchach zawsze odstraszały pach, zszycia boków... wychodziło mi to fatalnie. Prawdę mówiąc, oglądając prace innych też mi się te elementy rzucały w oczy. Poniżej narysowałam, jak wyrabiałam pachę, od tego momentu każdą część robiłam oddzielnie.

Na ramię zostawiłam pięć motywów przy czym dekolt z tyłu zrobiłam podobnie jak pachę (trzy rzędy głębokość dekoltu z tyłu), z przodu na klapkę zostawiłam cztery motywy, na pozostałych pięciu zrobiłam pięć rzędów. Skos na ramionach uzyskałam robiąc dwa motywy słupkami, trzeci motyw półsłupki raz nawijane, pozostałe dwa motywy półsłupki. Nie wiem, czy ten skos jest potrzebny, łatwo się go robi, to zrobiłam.
Rękawów nie opiszę, kombinowałam ostro, żeby nie były wszywane, jakby co, mogę zrobić zbliżenia. W każdym razie tuż pod pachą miałam 21 motywów, zgubiłam cztery (tak samo, jak na talię w drugiej części - gubiłam w co drugim rzędzie), czyli miałam 17 motywów i te do końca robiłam prosto. Całość obrzuciłam półsłupkami, najpierw boki i wokół dekoltu dwa rzędy, potem zrobiłam kołnierz, a potem całość wokół półsłupkami (dół też). W narożnych oczkach (rogi kołnierza i na klapkach) robiłam trzy półsłupki, we wcięciach trzy półsłupki zamknięte razem.

Na koniec próby z chustkami :-)

czwartek, 16 lutego 2012

Czyste podłogi kontra psy

Każdy właściciel psów wie, czyste podłogi nie mają szans. Nie zachęcam do rezygnacji z mycia, nic podobnego - jestem fanką czystych podłóg. Fanatyczką byłoby prawdziwsze. Czasami udaje mi się nie wziąć ścierki do podłóg do ręki, mam już takie dni za sobą, ale wciąż walczę.
Suche dni zdarzają się ostatnio bardzo rzadko, ale bywają. Wtedy moje psy wyglądają tak:


Dni deszczowe, to udręka. Psy nie czekają cierpliwie, aż otworzę im drzwi, opierają się o nie, drapią, prócz mycia podłóg dochodzi mycie szyb. Czarna rozpacz. Chyba mam coś w swoim spojrzeniu, bo psy za wszelka cenę schodzą mi z oczu, co oznacza, że myć trzeba podłogi w całym domu. Drzwi, futryny i gdzieniegdzie ściany też.




Śnieg wygląda niewinnie, pozornie. Wilczurka Saba uwielbia się na nim wylegiwać, bywa, że wychodzi się ochłodzić. Wraca z przymarzniętymi drobnymi kuleczkami, układa wygodnie, a gdy wstaje - kałuża!!!!



Nie udało mi się zrobić zdjęcia Kropkowi. Ten wraca cały ośnieżony i bardzo starannie otrzepuje się zaraz po wejściu. Jak się uczy psa otrzepywania na zewnątrz, ktoś wie???

środa, 15 lutego 2012

Płaszczyk wiosenno - letni?

Sama nie wiem, czemu płaszczyk, bo może żakiet? W sumie, nieistotne.
Się robi. Szydełkiem. Wzór prościuteńki - trzy słupki i oczko... i tak dalej. Robiony od dołu do góry, bez bocznych szwów, zszyty na ramionach. Na razie tyle:

Klapka z jednej strony gotowa, z drugiej nie. I tak nie wiem, jaka będzie wersja ostateczna, bo praca nad tym płaszczykiem wciągnęła mnie bardzo.


Rękaw nie jest wszywany. Najpierw obrobiłam pachę dwoma rzędami półsłupków, potem zaczęłam robić rękaw. Ten na zdjęciu, to siódma wersja. Tak, tak... prułam naprawdę wiele razy. O dziwo, mnie czułam irytacji, znużenia, każdą wolna chwilę szydełkuję.


Myślę, że za kilka dni skończę, pokaże wtedy na zdjęciach, jak zrobiłam wcięcie w talii i jak dokładnie wykończyłam przód.
Jeszcze materiał - Wool Linate Smyrna Gold, 100% Virgin Wool, 200m/5 dag, kolor przygaszony róż (color 837)

Fruzia

Na obraz i podobieństwo moje kupiłam sobie Fruzię. Niby to ona miała być podobna do mnie, ale chętnie odwróciłabym role i upodobniła się do niej. Wymiarami rzecz jasna :-)
W talii ma 2 cm mniej za to w biuście... nie tyle więcej ile znacznie lepiej :-). Pod biustem i w biodrach mamy tyle samo. To ważne, bo zamierzam dla Fruzi robić sweterki, bluzeczki, szyć, szyć... a potem bezczelnie od niej pożyczać :-) Mam teraz sporo czasu na to, na co zwykle mi go brakowało. Zamierzam szyć znacznie więcej niż do tej pory i chciałabym to robić na przyzwoitym poziomie.
Przebierałam dzisiaj Fruzię kilkakrotnie i doceniłam to bardzo. Nareszcie mogłam sobie pooglądać, jak to wygląda z różnych stron, co poprawić, gdzie jest ok., a gdzie leży fatalnie.
No to teraz fotosesja :-)


Sylwestrowy żakiecik.
Niedawno skończony i już pokazywany.



Zainteresowanym podaję namiary na Fruzię.
Czekałam trzy dni, koszt znośny, w sumie bardzo mnie ten zakup cieszy.
Po południu, najpóźniej wieczorem mam nadzieje pokazać pierwszy etap wiosennego płaszczyka, to dzięki niemu zdecydowałam się na zakup manekina.


poniedziałek, 6 lutego 2012

Żakiecik

do uszytych przeze mnie spódniczek. Włóczka Regina, skład 100% Lana merino, 125m/50g. Zużyłam 8 motków (40 dag).
Wygląda tak:
Guziczki z bliska
Żakiecik jest ciepluteńki, dzisiaj przetestowałam.
Poza tym kończę haft, ten wielki okrągły, już mi tak mało zostało, niecałe dwa motywy na obwodzie i trzy narożniki, zrobiłam sobie ciepłą czapkę, pokażę, jak skończę szalik, bo nie ma to jak komplet, pracuję nad wiosennym szydełkowym płaszczykiem. Płaszczyk mnie wciągnął bardzo, robię go na wyczucie, zatem różnie może być.