sobota, 27 grudnia 2014

Szydełkowe święta

1. Firanka -upięłam, żeby się upewnić, że mam rację, że trzeba ją nieco poszerzyć i zrobić kilka rzędów w dół.


2. Powstały trzy serduszka. Wierzch szydełkowy, środek - lniane serduszka.


3. Szydełkowe kwiatki - na razie bez przeznaczenia. Szybko się je robi a brak przeznaczenia likwiduje presję, że jeszcze, że mało. Można w każdym momencie przerwać i zacząć myśleć nad wykorzystaniem. Powstają, bo znalazłam wzorek i musiałam wypróbować. I tak jakoś poszło :-)


A poza tym trenuję lamówki. Jest lepiej ale nie jakoś szczególnie lepiej :-)

sobota, 29 listopada 2014

Anonimowe komentarze

już nie będą możliwe. Dla mnie nie były problemem, bo te spamujące trafiały do spamu. W mojej poczcie trafiały do spamu. U subskrybentów już nie. I stąd moja decyzja.
Przepraszam wszystkich Anonimów, liczę na wyrozumiałość.
Pozdrawiam!

piątek, 28 listopada 2014

Szara kanapa

Trzy miesiące przerwy spowodowane pracą zawodową. Albo coś z tym zrobię albo wykończę się i padnę na zawał lub coś podobnego.
Na razie poduchy i mini narzuta na szarą kanapę. Za jakie grzechy kupiłam coś tak szarego do domu? W dodatku nikt mnie nie zmuszał, sama to wymyśliłam. Plan jest prosty - narzuta wściekle kolorowa przkrywa szarość kanapy, od narzuty odbijają poduchy, na poduchach dominuje granat. Narzuta jest w trakcie, poduch na razie trzy - dwie duże, jedna mała. W planach dokończenie narzuty, trzy duże poduchy i jedna mała. Granat na zdjęciach wygląda niebiesko ale to głęboki granat.
Kwadraciki przed zszyciem mają wymiary  7 x 7 cm, po zsyciu 5 x 5 cm. Praca pozornie łatwa, staram sie idealnie dopasować narożniki i chyba mi to wychodzi. Nie jest idelanie ale też nie kłuje w oczy.
Czas na zdjęcia:












Konsekwencje szycia są takie, że maszyna stoi rozłożona już trzeci tydzień, deska do prasowania i żelazko też. Ale co tam! Dzięki temu mogę w wolnej chwili pozszywać nieco kwadracików i robota powoli ale posuwa się do przodu :-)
Trzymajcie kciuki za moje odzyskiwanie wolnego czasu.

sobota, 30 sierpnia 2014

Village Green

Zaczęłam wyszywać na lnie chyba 32 ct, (16 krzyżyków na cal). Dla mnie to bardzo drobna kanwa, muszę się bardzo pilnować, pewnych rzeczy nie widzę, muszę zrobić mocniejsze szkła. Moje oczy nie są chore, są coraz słabsze, to naturalny proces,będę widzieć coraz słabiej, mnóstwo osób tak ma. To nawet nieco zabawne, bo do tego słabego wzroku człowiek się przyzwyczaja, potem idzie do okulisty, zakłada mocniejsze szkła i nagle świat odzyskuje mnóstwo szczegółów, taka niespodzianka :-)  Gorzej, że nasza twarz te szczegóły odzyskuje a to już takie śmieszne nie jest, nieco bolesne, złudzenia pryskają, trzeba czasu, by je odzyskać. No cóż, jak tylko zaczynam myśleć, że wyglądam nieźle - czas na wizytę u okulisty. Lepiej zajmę się haftem. Bo kolejny haft jest, to pierwszy z obrazków The Pairie Schooler Village Green, u mnie jeden z kurczaczków jest do poprawienia. Zobaczyłam ten błąd dopiero na mocno powiększonym zdjęciu. Poprawię :-)




Nie wiem, jak Wy, ale ja uwielbiam surowość haftów The Prairie Schooler.




 A prócz haftu - firanka. Przybyło kolejnych 10 elementów, zostało do zrobienia 90 :-) Dam radę, bo w tramwajach cos robić trzeba, takie maleństwa są w sam raz :-)

I jeszcze zakupy, u naszej Anki-Kankanki. Można ją znaleźć tutaj --> klik-klik lub tutaj na FB--> klik-klik
Zamówienie szybko zrealizowany, cuuudnie zapakowane :-) O tak:



niedziela, 17 sierpnia 2014

Drzewo życia - koniec :-)

Ja z nim skończyłam, czy ono ze mną? Nie wiem :-) Zajęło mi to jakieś pół roku.
Wygląda tak:


Słowo "życie" w nazwie jest w tym przypadku bardzo na miejscu, mój haft żyje własnym życiem i tym samym odbiega nieco od oryginału. Na zdjęciu poniżej, drugi szlaczek od środka powinien być "odwrócony", czwarty zawiera błędy widoczne gołym okiem :-)


Wstążka pod narożnym kwadratem jest za długa. Jakoś tak wyszło :-)


Na kolejnym zdjęciu błąd słabo widoczny, no chyba, że ktoś policzy nitki, policzyłam, bardzo się zdziwiłam :-)


Data mało symetrycznie umieszczona:


Ale całość i tak mnie zachwyca :-)



Oczywiście możecie myśleć, że wszystkie błędy i usterki, to moja dekoncentracja, ja tam wolę myśleć, że drzewo miało swoje powody a ja się dostosowałam.

Nie wyszyłam żadnych inicjałów ani dat. Pomysły miałam różne, ale w końcu zrezygnowałam. Może ktoś kiedyś przejmie drzewo po mnie i coś sobie doszyje/wyszyje, w ten sposób drzewo mnie przeżyje i nieco się usamodzielni :-)

I jeszcze plecy. Są jakie są. Nie najgorsze ale i nie najlepsze. Raczej nie będę się doskonalić w tym kierunku. Pokazuje plecy, bo podglądałam Wasze, więc macie prawo rzucić okiem na moje. Ale oszczędźcie mnie :-)


Poniżej niezamierzone "kilometrowe" przejście:



Na koniec firanka, jej początki pokazywałam w poprzednim poście.


Teraz ma już 44 kwadraciki, zostało do zrobienia 100. Dam radę.


niedziela, 13 lipca 2014

Szydełko-ciąg dalszy.

Taśma zamieniła się w wąską firankę. Brakuje tylko jeszcze okna, ale okno będzie. W ciągu najbliższych trzech lat może. Jako, że mam gdzie mieszkać (i to bardzo wygodnie i pięknie), na nowe okna mogę spokojnie czekać realizując pomysły na wystrój wszystkich okien oraz urządzenie wnętrz. 
Ja wymyślam, mój mąż projektuje dbając, by w realu całość nie spadła nam na głowę :-) Na początek usuwam ściany na papierowym projekcie. Połączyłam salon z kuchnią, sypialnię z gabinetem, wywaliłam wannę, zadbałam o pomieszczenie gospodarcze i spiżarkę. I dołożyłam okno w salonie. Chwilowo jestem zadowolona. Zostało ostatnie pomieszczenie. To takie połączenie gabineciku z sypialnią dla ewentualnych gości. Muszę je wymyśleć, nadać mu styl. 

Firanka została zaplanowana jako firanka łaziekowa, gęsta i ciężka. Łazienka ma być sporym pomieszczeniem, ma wyglądać i już. Koronkowa firanka jest niezbędnym elementem :-) 




Przegladąjąc wzory znalazłam takie niepozorne coś i zrobiłam próbkę.



Wprowadziłam pewne zmiany. Zaczynam od ośmiu oczek, pierwsze okrążenie - 12 półsłupków, drugie okrążenie - 12 słupków rozdzielonych dwoma oczkami, kolejne okrążenia wg schematu. Środek robiony wg schematu wygladał żałośne, słupki "szwendały się" na początkowym łańcuszku. Próbka mnie zachwyciła, dorobiłam kolejne elementy i znów wprowadziłam zmiany. Łącząc, robię trzy oczka pomiędzy każdymi łączonymi elementami. 


Używałam kordonka Pyramid, 100g/565 m. Wychodzi prawdziwa koronka, zakochałam się w niej, mam nadzieję, że będzie z tego coś większego. Domyślacie się, że marzę o firance, a tu jeszcze tyle prac pozaczynanych... i do haftu mi się już tęskni :-) 
Od poniedziałku mam urlop, zero planów, 100% swobody. Oby tylko nie było zbyt upalnie, może być deszczowo, bo deszcze mi nie przeszkadzają, nigdzie się nie wybieram, zamierzam mieszkać u siebie, przejrzeć tkaniny, łazić po necie do bólu, wstawać o dowolnie wybranej porze, czytać, gapić się w sufit... same ambitne plany :-)

niedziela, 25 maja 2014

Szydełko rządzi

a krzyżyki poszły w odstawkę. Powstaje taśma, ale nie napiszę, co z niej ma być. Nie wiem, czy wtrwam, więc nie ma co pisac o planach. Rozprasowałam do zdjęcia. Tak już jest, że szydełkowe prace trzeba naciągać, nie prasować. Stąd koślawe kształty. Ale w naturze ładnie się prezentuje.





Ruszyłam do przodu z żakietem, nomen omen, to własnie przód został ukończony. Manekinka ma więcej ode mnie w biuście i mniej w talii i biodrach, na mnie żakiet leży inaczej i o dziwo - lepiej :-) Nie wiem, czy będzie mój, no bo jesli któraś z młodych dam spojrzy na niego życzliwie, natychmiast go otrzyma. Na razie żakiet nadal wymaga pracy.


Planuję "zaszewki", tył bez nich brzydko odstaje.


Brzeg wykańczam oczkami rakowymi, żmudna i nudna praca, dawkuję ją sobie :-)


Dół i brzeg przodu "ząbkowane"


I miliony nitek do schowania. Dam radę :-)


I jeszcze takie coś. Poprawię. Będzie sześciokątną serwetką. Wzór taki sam, jak ten w żakiecie. Po wykrochmaleniu i upięciu zyska na wyglądzie. To prezent :-)


Dziękuję za komentarze pod poprzednim postem i przepraszam za brak odpowiedzi. Czas nieubłaganie mknie w stronę czerwca, to będzie trudny dla mnie miesiąc, przygotowania do niego wykańczają mnie nerwowo. Gdyby nie konieczność dojeżdżania do pracy środkami komunikacji miejskiej, nie powstałaby żadna z powyższych prac. Zatem, niech żyją tramwaje, autobusy i korki - można pomachać szydełkiem :-)

sobota, 3 maja 2014

Postępy - w tym SAL - Wait 'til Dec. 25!

Najpierw dalia. Przy łodydze brakuje jescze listka. Całość poniżej. Zdecydowanie bliżej niż dalej do końca. Wyszywanie mulinami DMC 3032 i 642 na szarym lnie jest męczące ale efekt bardzo ładny, taki delikatny. Przymierzam się do owocowych haftów z tej serii i coraz bardziej skłaniam sie ku szarościom.



SAL - część piąta. Mam kłopot ze zrobieniem przyzwoitego zdjęcia. 
Projektantka wzoru przewidziała moje pomyłki, obecny etap oddzieliła rzędem białych krzyżyków, zatem poprzednie błędy nie będą rzutować na kolejne fragmenty i  mamy nowe otwarcie :-)



I Drzewo Życia. Drugi wieniec był łatwiejszy, wyszywałam go etapami. Jak widać, wieniec jest zaprojektowany na bazie kwadratu.




I urobek z ostatniech dwóch tygodni: