piątek, 29 kwietnia 2016

Zrobiłam sobie mydło

O czym to ja bym chciała...? O mydle bym chciała.... sama jestem zdziwiona, że aż tak mnie wzięło. Bo wzięło. Zaczęło się niewinnie, przeczytałam o pewnej paście domowej roboty do czyszczenia sanitariatów, spodobało mi się, zaczęłam wędrować po internecie i nagle objawił mi się świat domowej chemii, w szczególności ręcznie wyrabianych mydeł. Z tym ręcznie, to przesadzam, bo to raczej w naczyniach różnych i z dala od skóry, ale w warunkach domowych. Oczywiście, miałam świadomość, że można, wiedziałam, że istnieją ludzie, którzy się tym zajmują, ba! z tego żyją. Ale, że to nie jest trudne, tego nie wiedziałam. Za to w drogeriach rzuciły mi się w oczy kostki mydła w cenie 24 złotych za sztukę - sporej wielkości, owszem, ale i tak cena znacząca. Nie uważam, że jest za wysoka, nic a nic, już to wiem. Składniki w pojedynczej kostce nie dają aż takiej ceny, ale wiedza, eksperymentowanie, pomysłowość, inwestowanie w domowy warsztat - to jest warte ceny.

Mydło możemy zrobić korzystając z jednej z metod - na gorąco lub na zimno. To znaczy, ja o takich dwóch się naczytałam i obie trenuję, metodę na zimno na razie bardziej. Jeśli jeszcze jakieś inne istnieją, nie znam. Zasada jest prosta, olej mieszamy z ługiem sodowym lub potasowym, możemy dorzucić jakieś dodatki, potem czekamy aż mydło się zmydli i używamy. W metodzie na zimno czekamy ok. 40 dni, na gorąco znacznie krócej - kilka dni. Na youtubie jest sporo filmików, wiele z nich obejrzałam, zanim ukręciłam moje pierwsze kostki. Jeśli ktoś bardzo mydlarstwem chce się zająć, to internet jest pełen informacji. Skoro ja dałam radę, to myślę, że każdy sobie poradzi ;-)

Prezentację moich mydełek rozpocznę od ostatniego, jeszcze w foremce. To na wierzchu, to suszone płatki róż.


I pokrojone.


Do zrobienia ługu, zamiast destylowanej wody, użyłam hydrolatu z suszonych płatków róż. Hydrolat to zdecydowanie szumna nazwa, użyłam kawiarki (tej klasycznej do zaparzania kawy) i zrobiłam coś w rodzaju naparu. Mydło różami nie pachnie, pachnie mydłem, ale ma delikatnie zielony kolor. Czemu zielony - nie wiem. Z samej oliwy z oliwek jest takie kremowo białe. Czy ta zieleń się utrzyma, też nie wiem, zobaczymy. Mydło rozpoczęło swoje leżakowanie, na razie ma pH ok 10. Po czterdziestu dniach powinno spaść do nieco powyżej 7. 

Wcześniejsze mydła, to czyste oliwkowe bez jakichkolwiek dodatków


                                      

czekoladowe (oliwa z oliwek, olej kokosowy, palmowy, ryżowy, tłuszcz zwierzęcy, barwnik - kakao)

                                        

drobne mydełka odżywcze, mydełka na bazie skrzypu do mycia głowy, i mydełka z pokrzywą, te ostatnie sfotografowałam. 

                                            

Teraz przymierzam się do zrobienia mydeł z maceratami z rumianku, mniszka lekarskiego i nagietka. Maceraty robię pierwszy raz w życiu, zdobywam doświadczenie. Jakoś tak się dzieje, że im jestem starsza tym mi bliżej do babki zielarki :-)